niedziela, 11 czerwca 2017

Parkrunowe podium na V Biegu Grand Prix o Puchar Rady Osiedla Umultowo

Dziś kolejny bieg z serii "Krótko i szybko". ;-) Oczywiście to żaden oficjalny cykl, tylko moje biegi, które dość przypadkowo złożyły się w taki układ. Napisałam kolejny, a właściwie powinnam stwierdzić, że to dopiero pierwszy, który ten cykl otwiera. Kolejne za tydzień, za dwa... i następny za ponad trzy (jeśli dobrze liczę).



Wszystkie, jak wspominałam wcześniej, na dystansie od 4 do 5 km. W międzyczasie tylko jeszcze 8 km będzie. ;-)



Dzisiaj miało być krótko, ale szybciej niż wczoraj na Parkrunie. Trochę szybciej było, ale jednak niewiele... Niestety warunki nie na ściganie. Cieszyłam się ostatnio, że jestem taka odporna na upały. Okazuje się jednak, że to niezupełnie prawda. Tydzień temu musiało jednak być zdecydowanie chłodniej. Wczoraj pogoda też sprzyjała. Dzisiaj natomiast, chociaż miało być pochmurnie, to jednak słońce przygrzewało. Trasa również nie należała do najłatwiejszych: w dużej mierze piaszczysta droga, a kiedy dotarłam do lasu, okazało się, że tam biegnie się jeszcze gorzej, bo było pod górę. Chciałam osiągnąć lepszy wynik, ale nie byłam w stanie.




Zaczęłam mocno, jak wczoraj, ale dopiero po kilkuset metrach wysunęłam się na pierwsze miejsce wśród pań, co skomentował jeden z biegaczy, kiedy go mijałam. Drugi (chyba syn) zauważył, że za nimi jest druga kobieta, więc będzie walka. Miałam nadzieję, że szybko ją zgubię. Nie chciałam się jednak oglądać, więc tylko przyspieszałam. Niestety drugi kilometr wyszedł znacznie wolniej. Na trzecim, na zakręcie zobaczyłam, że druga kobieta jest nadal blisko, więc udało mi się przyspieszyć zwłaszcza, że było dużo z górki. Wtedy też dwie napotkane panie zawołały do mnie: "Nie daj się", jakby wiedziały, o czym myślę. No i potem przyszedł kryzys na czwartym kilometrze. Zwolniłam mocno i nie mogłam z tym nic zrobić. Radość sprawił mi fakt, że nie biegniemy dalej pod górę, jak myślałam patrząc przed siebie, tylko skręcamy w las, jednak i tak nie mogłam za bardzo przyspieszyć. Przy okazji wspomnę, że fantastycznie, iż na trasie było tyle osób wskazujących trasę. Inaczej zgubiłabym się na pewno. ;-) Ale skoro było ich tak dużo, to dzisiaj przydałoby się może trochę wody... Człapałam dalej za jednym biegaczem, który chyba nie wytrzymał mojego sapania i puścił mnie przodem, motywując do biegu. Czekałam tylko aż skończy się las, bo to będzie oznaczało, że już niedaleko meta. I rzeczywiście.



To już była ostatnia prosta. A to, że w oddali jawiła się meta sprawiło, że jakoś przyspieszyłam. Z daleka usłyszałam: "I mamy pierwszą kobietę na mecie, brawo!". Nie było mowy, że goni mnie druga, więc trochę się uspokoiłam. Dotarłam do mety po 21 minutach i 24 sekundach.  



Tam czekali już chłopacy z ekipy Parkrun i dowiedziałam się o ich wspólnym finiszu, którego niestety nie mogłam widzieć.




Rywalizacja jeszcze się nie skończyła, bo nadal nie było wiadomo, czy zostali sklasyfikowani według czasu brutto czy netto. Potem przyszła dobra wiadomość o tym, że zajęli pierwsze i drugie miejsce w kategorii wiekowej.


Mieliśmy więc pomarańczowe podium i puchary dla wszystkich w pomarańczowych koszulkach Parkrun. :-) :-) :-)
Reakcje:

0 komentarze:

Prześlij komentarz

MOJE REKORDY

MOJE REKORDY

Turystyka parkrunowa

Turystyka parkrunowa