wtorek, 13 czerwca 2017

Parkrun Poznań #253 w pogoni za Fraszką

Dziś pojawiłam się na Cytadeli pierwszy raz od 250. Parkrunu. Z Fraszką jeszcze dłużej nie biegałam w Poznaniu na Parkrunie. Zastanawiałam się, czy zabrać ją ze sobą, czy raczej spróbować pościgać się sama. Dzisiaj bieg był zastępczą trasą - dwoma pętlami - której sama jeszcze nigdy nie pokonałam. Korciło mnie więc trochę, żeby spróbować i sprawdzić, jak mi wyjdzie. Biegam ostatnio same piątki oraz dziesiątki i staram się poprawić szybkość, więc może udałby się jakiś dobry wynik. Ale... po pierwsze: Fraszka zapisana (ze mną) na zawody na początku i na końcu lipca, więc trzeba ćwiczyć wspólne ściganie, a nie tylko treningowanie, po drugie: jutro sama się ścigam, więc dzisiaj lepiej nie szaleć. A niestety teraz taka pora, że Fraszka bardziej słabuje ode mnie, ale mam nadzieję, że na jesień znów mnie pociągnie. :-)




Tymczasem dzisiaj od rana wizyta na Cytadeli. Zjawiłam się dość wcześnie, bo ja szybko się wyszykowałam, a Fraszka umierała z niecierpliwości, więc wcześniej wpakowałam ją do auta i pojechałyśmy. Na miejscu było już kilkoro znajomych, potem dochodzili kolejni. Wydawało się, że jest bardzo dużo czasu na rozmowy i rozgrzewkę, ale jakoś na to drugie jak zwykle było mało. ;-)


W końcu udało się oderwać na chwilę od tłumu. W drodze powrotnej zagadnął mnie jeden z biegaczy. Zapytał, czy jestem Agnieszka, dodając od razu, że go nie znam. Yhm... dalej powiedział, że czytał mój wpis i że jest pierwszy raz na Parkrunie... Zapytałam, jak w takim razie trafił na mój blog. Opowiedział mi, który tekst najpierw przeczytał. Oczywiście był to jeden z bardziej poczytnych artykułów pod chwytliwym tytułem: "Jak poprawić czas w półmaratonie o 50 minut". Napisałam go już ponad rok temu. Widziałam potem, że ma dużo czytelników, którzy dotarli do niego inną drogą niż przez link z Facebooka. Jakiś czas temu pod tym wpisem pojawił się komentarz:



"Klika dni temu pobiegłem Swój pierwszy w życiu półmaraton (w ogóle pierwszy poważniejszy bieg w życiu). Bez żadnego przygotowania udało się tak jak Tobie w 2h 31m. Wkręciłem się w tą zabawę chyba już na poważnie bo zapisałem się na 2 następne biegi (na razie 10km). Mam nadzieję że osiągnę (chciałbym w mniej niż 6 lat) taką poprawę wyników jak Ty. Inspirujący wpis. Pozdrawiam"



Okazało się, że to właśnie ten biegacz napisał. Odzew w zasadzie miły, poza lekkim przytykiem do tych sześciu lat, ale kto mnie trochę zna, to wie, jak wtedy biegałam, tzn. nie biegałam, tylko zapisywałam się na zawody, w których jako początkujący amator poprawiałam wyniki. Tak naprawdę trenować zaczęłam dopiero niecałe trzy lata temu. Tak czy siak, dzisiaj dowiedziałam się, że mój blog po raz kolejny przydał się na coś dobrego, bo ów biegacz powiedział, że zaczyna, ale ma plany - i pewnie determinację - żeby biegać i osiągać coraz lepsze wyniki i z tego się cieszę, oczywiście życząc powodzenia. :-)



Z takim pozytywnym nastawieniem przystąpiłam do startu. Fraszka była trochę mniej szczęśliwa, że znów musi czekać, co poskutkowało wyrwaniem się do przodu natychmiast, kiedy jej na to pozwoliłam. Jak zwykle dołączyłyśmy do stawki chwilę po starcie, a ponieważ dzisiaj nie było głównych ścigaczy, zajęłyśmy bardzo dobrą pozycję startową i... zaczęłyśmy wyprzedzać, po chwili znajdując się przed czołówką. Po drodze rzuciłam tylko żartobliwie: "Niech Fraszka trochę poprowadzi wyścig" i rzeczywiście tak było. Nie biegłyśmy wcale superszybko, Garmin wskazywał 4.01, ale jednak zostawiłyśmy elitę z tyłu. Przypomniałam sobie, że fotograf będzie pewnie przy pierwszym zakręcie i zamarzyłam, żeby utrzymać prowadzenie do tego momentu. Jakimś cudem nam to się udało. Oczywiście to było tylko kilkaset metrów, ale sprawiło mi dużo radości. Potem spokojnie zwolniłam, chociaż Fraszka ciągnęła dalej. Zaplanowałam, żeby pobiec szybko, ale nie na maksa tak, żeby udało nam się utrzymać w miarę równe tempo bez końcówki, kiedy ja muszę ciągnąć Fraszkę. Jeśli chodzi o wynik, to celowałam poniżej 22 minut, żeby było lepiej niż ostatnio z Fraszką na Cytadeli i dużo lepiej niż z Fraszką w Kutnie. Plany zakładały bieg w upale, a od rana deszcz i trochę się ochłodziło, więc mogło wyjść lepiej. 



Start był dość szybki, więc później trochę odpoczęłyśmy, a Fraszka pomimo ochłodzenia ciągnęła z asfaltu na trawę, ale jednak wciąż parła do przodu. Pierwsze okrążenie minęło mi bardzo szybko. Drugie trochę wolniej, ale chyba jednak ta zastępcza trasa jest łatwiejsza. Świadczy też o tym moja życiówka 20.02. Dzisiaj zgodnie z planem wyszło poniżej 22 minut. Nawet bardzo poniżej, bo 21.31. Niestety tylko z 1. miejsca spadłyśmy na 20. ;-)

Reakcje:

0 komentarze:

Prześlij komentarz

MOJE REKORDY

MOJE REKORDY

Turystyka parkrunowa

Turystyka parkrunowa