sobota, 27 maja 2017

Bieg na samopoczucie (Fraszki), czyli 1. Parkrun Kutno

Po krótkiej przerwie, dziś kolejna okazja do odwiedzenia (zaliczenia) następnej lokalizacji Parkrun. Ostatnio jakoś marnie mi to idzie, ale wcale nie dlatego, że nigdzie nie jeżdżę, tylko że lokalizacje otwierają się częściej niż ja jeżdżę. ;-) Dlatego dzisiaj nówka sztuka - Parkrun Kutno. Rzadko zdarza mi się bywać na inauguracji. Częściej zjawiam się incognito i później wychodzi na to, że na kontrolę przyjechałam. ;-) Chyba że zostaję powitana jak w Kaliszu: "Agnieszka z Poznania? Po psie poznałam" ;-) albo otrzymuję specjalne zaproszenie jak do Świdwina. Wtedy nici ze szpiegowania. ;-)



Dzisiaj bardzo oficjalnie, więc wszystko wyglądało wspaniale, jak to zawsze na otwarciu. :-) Zabrałam dzisiaj ze sobą Fraszkę, chociaż temperatura dla niej nie najlepsza do biegania, ale skoro zapisałam się z nią na zawody, to trzeba trochę potrenować wytrzymałość. Radość za to była większa, bo razem jedziemy i razem coś robimy. W drodze spokojnie spała, ale tuż przed dotarciem na miejsce pomału zaczęła się budzić. Park jej się bardzo spodobał i chętnie zwiedziła go podczas spaceru z miejscowymi organizatorami, z którymi poszliśmy oznaczać trasę. Później było trochę gorzej, bo zbliżało się miejsce startu i narastało podniecenie. Kilka minut przed startem skończyło się oczywiście tym, co zwykle, czyli odprawą, a my poszłyśmy "do kąta". Ponieważ to otwarcie, przemówienia trwały znacznie dłużej, Fraszka z trudem to znosiła, a ja chyba jeszcze gorzej. ;-) Zapał za to był dużo większy, bo starczył Fraszce na więcej niż 1 kilometr, jak to zwykle bywa na Cytadeli. Nie wspomniałam jeszcze, że trasa liczy trzy pętle i zastanawiałam się, jak to będzie z tym kręceniem się w kółko. Mnie z trudem to przychodzi (a już podczas oznaczania było widać, że zakrętów sporo), a co dopiero pieskowi. 




Po przemówieniach wspólne zdjęcie i start. Stałyśmy gdzieś pośrodku, więc trzeba było wyprzedzać po trawie. Ścięłyśmy też trochę pierwszy zakręt, żeby jakoś przedostać się do przodu. Fraszka gnała niemal przez całe pierwsze okrążenie. Nie mam jednak pojęcia, jakie było tempo, bo... po przyjeździe na miejsce okazało się, że Garmin zrobił mi taki dowcip, jak kiedyś poprzedni w Łodzi i... rozładował się. Nie mam pojęcia jak i kiedy. Prawdopodobnie włączył się jakoś albo ja go zostawiłam włączonego i bateria się wyczerpała w międzyczasie. Tak czy siak, zapowiadał się bieg na samopoczucie, nie tylko Fraszki, ale i moje. Trudno, pomyślałam, przynajmniej nie będę się martwiła, jak Fraszka "się zagrzeje". No i rzeczywiście, mogłam się tylko domyślać, jak szybko biegniemy, więc się specjalnie nie przejmowałam. Podejrzewałam oczywiście, że jest wolniej niż zwykle, bo ja bez zegarka raczej nie zmuszę się do przyspieszenia. A dlaczego miałabym jeszcze zmuszać Fraszkę? ;-) Drugie kółko było bardzo trudne. A na początku trzeciego okrążenia to ja musiałam Fraszkę ciągnąć. Gdzieś pod koniec - nie wiedzieć czemu - nagle przyspieszyła. Pomyślałam, że może przypomniało jej się, jak ostatnio trenowałyśmy przyspieszenia. Zmotywowałam ją dodatkowo okrzykiem i pomogło. Przynajmniej w cieniu. ;-) Przed metą znów zwolniła, bo przecież tak jak pani "nie lubi ludzi". ;-) Dobiegłam z nadzieją, że może udało się osiągnąć czas około 22 minut jak ostatnio. ;-) 



Po biegu poszłyśmy się schłodzić i porozmawiać z innymi biegaczami. Oprócz osób z Kutna, była też ekipa z Warszawy oraz turystyczni Parkrunnerzy, czyli tacy jak my. ;-) Trasa z trzema pętlami pozwoliła na obserwowanie innych biegaczy. Można więc było kibicować im na trasie oraz na mecie i spokojnie poczekać, aż wszyscy ukończą bieg. 



Potem poszliśmy zgrywać wyniki i okazało się, że marzenia o 22 minutach były złudne, bo bieg zajął nam ponad 23 minuty. ;-) Podejrzewam, że nawet bez zegarka na Cytadeli byłoby szybciej, bo u siebie, to nawet jak są podbiegi, wiadomo, jak je pokonać. :-) A w Kutnie przeważnie płasko, ale jak pisałam wcześnie, dużo zakrętów. Park sympatyczny, trasa w większości zacieniona. Można ćwiczyć utrzymywanie równego tempa na pętlach. ;-) 

A już za tydzień kolejna lokalizacja. Dla odmiany będzie bez Fraszki. Kto zgadnie, gdzie pobiegnę? ;-)
Reakcje:

0 komentarze:

Prześlij komentarz

MOJE REKORDY

MOJE REKORDY

Turystyka parkrunowa

Turystyka parkrunowa