niedziela, 27 listopada 2016

Promem na bieg, czyli Parkrun Świnoujście

Przymierzałam się do odwiedzenia tej lokalizacji od wakacji. Bo nad morze, to przecież najlepiej jechać latem. Ale jakoś bałam się promu i wydawało mi się, że tam się nie da dotrzeć. Takie lęki szczura lądowego. ;-) Dlatego wybrałam się wtedy tylko do Gdańska i Kołobrzegu. Przyszła jednak pora na Świnoujście. I oczywiście okazało się, że z dotarciem nie było żadnego problemu (przynajmniej wodnym, bo z transportem lądowym to inna sprawa ;)) 

Miasto niewielkie. Wszędzie blisko, więc przed startem wybrałam się jeszcze na chwilę na plażę, gdzie cisza i spokój. Spotkałam tylko nielicznych spacerowiczów i jednego biegacza. Mniej mnie korciło, żeby po plaży pobiegać niż w sierpniu, więc bez żalu pożegnała się z morzem i udałam się w stronę Parku Zdrojowego. Tam już wszystko prawie do biegu przygotowane, a zaspanych biegaczy rozbudzała głośna muzyka. Przywitałam się nieśmiało i odeszłam na bok. Dopiero, kiedy podeszłam drugi raz, zostałam od razu wypatrzona przez koordynatorkę Elę, która z miejsca rozpoznała, że przyszłam na Parkrun i że pierwszy raz. Potwierdziłam oba fakty i wyjaśniłam, że wprawdzie w Świnoujściu pobiegnę pierwszy raz, ale w ogóle na Parkrunie to już dużo więcej biegałam i wyjaśniłam krótko, że zwiedzam różne lokalizacje. Ela natychmiast przedstawiła mnie wszystkim obecnym jako Agnieszkę z Poznania. Porozmawiałam później jeszcze z innymi biegaczami i wolontariuszami. Potwierdziły się moje przekonania, że Świnoujście, to jeden z najbardziej psich Parkrunów. Ze względu na Fraszkę zwracam zawsze na to uwagę i dlatego zauważyłam na jednym ze zdjęć dużo psów i przede wszystkim jednego, trochę do Fraszki podobnego. Wczoraj mogłam zobaczyć na żywo - taka fraszkowa miniaturka płci męskiej. :-)

Kiedy zaczął się zbliżać czas startu, zostawiłam rzeczy i pobiegłam trochę się rozgrzać. Minęłam się wtedy z biegaczem, który zapytał: "Biegniesz ten Parkrun?". Potwierdziłam, więc zaczął mnie pytać o trasę. Wyjaśniłam, że ja też pierwszy raz, więc ma pytać innych, co ze śmiechem pobiegł uczynić.



Kiedy wróciłam z mojej biegowej rozgrzewki, okazało się, że na miejscu zbiórki była też oficjalna wspólna rozgrzewka, ale się nie załapałam. Pokręciłam się jeszcze trochę i pięć minut przed 9.00 zebraliśmy się na linii startu. Osób było mniej niż w Poznaniu, bo około pięćdziesięciu. Poza tym - inaczej niż u nas - jakoś nikt nie kwapił się, żeby stanąć w pierwszym rzędzie, który zajmowały m.in. osoby chodzące z kijkami zamiast ścigaczy. Psów dostrzegłam kilka, ale cisza na starcie i dopiero podczas odliczania słychać było szczekanie.



A przedtem podziękowania dla sponsorów, którzy tym razem przygotowali batoniki oraz dla zespołu Parkrun, który zapewnił na mecie gorącą herbatę. Była też informacja na temat roweru bezpieczeństwa, na którym jechała dziewczyna wskazująca trasę, zamykającego stawkę oraz innych wolontariuszy.



No i kolejne powitanie Agnieszki z Poznania, czyli mnie...aż mi głupio trochę było. Ale przede wszystkim miło, zwłaszcza, że Ela wiedziała nawet, że trasa w Poznaniu wiedzie przez aleje Cytadeli i że ostatnio osiągamy frekwencję około 200 uczestników. Wystartowaliśmy po wspólnym odliczaniu.



Biegam nadal na roztrenowaniu, więc nie zamierzałam się ścigać, ale ruszyłam w czołówce. Podłuchałam rozmowę dwóch panów obserwujących pierwszego biegacza, który ruszył znacznie szybciej niż pozostali i niemal wyprzedzał dziewczynę na rowerze. Jeden z nich skomentował  z uśmiechem, że on na pewno nie od nich, bo tak szybko biega. Drugi potwierdził, dodając, że nie stąd, bo go o trasę pytał. Jeden z nich powiedział jeszcze, że trzeba przyspieszyć, bo zaraz nas dogoni, robiąc drugą pętlę. I tyle ich słyszałam. ;-)



Co do pętli i w ogóle trasy, to hmmm... przed wyjazdem wyczytałam, że w większości asfaltowa, więc zabrałam buty do biegania po asfalcie, a tu... w większości liściasta...ślisko, mokro i wydawało mi się, że dużo zakrętów, ale może dlatego, że właśnie dwie pętle. 



Na każdym zakręcie jednak strzałeczki z oznaczeniami oraz przede wszystkim wolontariusze, którzy tworzyli właściwie mini strefy kibica albo punkty foto, bo zdjęć z tego biegu mam mnóstwo. I bardzo ładne, więc dzięki wielkie! :-)



Po pierwszej pętli następna niespodzianka, bo Ela prawie każdego witała po imieniu, co na pewno dodawało sił przed drugim okrążeniem.



Ja tak bardziej zabawowo i postanowiłam przyspieszyć tylko po trzecim kilometrze, bo zwykle na czwartym zwalniam, więc trzeba się tego oduczyć. ;-) I rzeczywiście ten odcinek wyszedł najszybciej. Zakładałam czas w granicach 22 minut 30 sekund, wyszło trochę szybciej, bo 22 minuty 8 sekund. Miejsce 7 i 1 wśród kobiet. A Garmin tym razem pokazał trasę powyżej 5 km, konkretnie 5.02. 


Po biegu skanowanie i od razu zaproszenie na herbatkę, więc poszłam się napić oraz poczęstować batonikiem. Potem jeszcze - też bardzo miłe - wspólne zdjęcie trzech pierwszych kobiet (pewnie mężczyzn też było, ale dużo wcześniej). Jedna z dziewczyn zażartowała przed startem, że powinnam biec na końcu i potem to potwierdziła, dodając, że nie miały ze mną szans. 



Nie czekałam już do końca, bo pewno trochę to jeszcze trwało, ponieważ w biegu brało też udział dużo osób chodzących z kijkami, a ja musiałam biec na śniadanie. Poszłam więc szybko pożegnać się z prowadzącą. Zaprosiłam do Poznania i otrzymałam zapewnienie: "Wyślemy kogoś", podziękowałam i pobiegłam.
Reakcje:

0 komentarze:

Prześlij komentarz

MOJE REKORDY

MOJE REKORDY

Turystyka parkrunowa

Turystyka parkrunowa