czwartek, 31 grudnia 2015

Zanim zacznę biegać stylem baletowym, czyli podsumowanie roku 2015

W zeszłym roku dużo się działo w innych kwestiach, a w tym roku bardzo biegowo. Na początku trochę liczb:

Liczba zawodów, w których brałam udział: (z wyłączeniem Parkrunów)
w tym: na 5 km: 7 (Kamienna Piątka - Bydgoszcz, Sucholeska Piątka Fightera - Suchy Las, City Trail on Tour Poznań, PZU Bieg Nowych Idei - Sopot, Bieg Papieski - Poznań, Bieg Niepodległości - Oborniki, Świąteczna Działkowa Piątka - Poznań)
na 10 km: 3 (Bieg Walentynkowy - Poznań Rusałka, Bieg Nadziei - Środa Wlkp., Bieg Niepodległości - Pniewy)
półmaraton: 1 (Poznań Półmaraton)
maraton: 2 (Orlen Warsaw Marathon, Poznań Maraton)
inne: 3 (Bieg z Łapką - Bydgoszcz, Cross na Dziewiczą Górę, Forest Run)
towarzyskie bez pomiaru czasu: 3 (Bieg Noworoczny, Bieg Urodzinowy Grzegorza, Bieg Urodzinowy Fraszki)

Liczba Parkrunów: 48
w tym: Poznań: 38
inne lokalizacje: 10

Medali naliczyłam 18 (a wszystkich mam 38!) Byłoby 20, ale z powodu kontuzji

odpuściłam Murowaną Piątkę oraz 10 km w Kaźmierzu



Liczba przebiegniętych kilometrów (na podstawie danych z Endomondo): 2048
Inne dyscypliny (na podstawie danych z Endomondo)
chodzenie i wędrowanie: 101
jazda na rowerze: 540

Sukcesy:
Pucharowe:
1. miejsce w Parkrun Poznań 2014/2015
2. miejsce w I Biegu Powstania Wielkopolskiego w ramach Parkrun Poznań
2. miejsce w biegu na 5 km Sucholeska Piątka Fightera
2. miejsce w Biegu Niepodległości w Obornikach (5 km)
3. miejsce w Świątecznej Działkowej Piątce (5 km)

Moje tegoroczne puchary. Najważniejsze oczywiście Parkrunowe Drzewko. 


W przyszłym roku przydałoby się więcej takich pucharków z "1". :-)


Inne:
życiówka na 10 km - 45.43
maraton poniżej 4 godzin
półmaraton poniżej 1 godziny 50 minut

Porażki:
Kamienna Piątka - można uznać za największą porażkę, bo planowałam w niej największy sukces. A tymczasem po tygodniach przygotowań - okazało się, że pobiegłam gorzej niż przeciętnie. Ale, co ciekawe, z podobnym wynikiem, tydzień później zajęłam 2. miejsce w Suchym Lesie w biegu na tym samym dystansie. :-)

Najważniejszy bieg w 2015 roku:
Trudno wskazać jeden. Najbardziej niedawny i dlatego najbardziej w pamięci - I Bieg Powstania Wielkopolskiego na Cytadeli. Przede wszystkim, dlatego że na Cytadeli i że Parkrun. A, że 2. miejsce też cieszy. Chociaż szczerze przyznam, w tym wypadku nie nastawiałam się na nic aż do samego biegu, kiedy w którymś momencie uświadomiłam sobie, że jestem pierwsza. A potem, że druga. Cieszy to, bo nie jest tak wielką sztuką zająć miejsce na podium na zwykłym Parkrunie, kiedy biegnie około 20 kobiet. Na tym liczba kobiet wyniosła prawie 300. A ja i tak byłam druga. :-)
Maraton - OWM ważny, bo to pierwszy maraton. Poznański Maraton też ważny, bo w Poznaniu. A poza tym pobiegłam, chociaż zapowiadało się już, że nie wystartuję. A mogłam wziąć udział i w dodatku poprawiłam wynik z pierwszych zawodów na tym dystansie.

Z pamiętnika Fraszki:
Liczba Parkrunów: 32
w tym: Poznań: 27
inne lokalizacje: 5

Inne zawody:
Bieg Walentynkowy - Poznań, Bieg z Łapką - Bydgoszcz

Liczba biegów towarzyskich (bez pomiaru czasu):3 (Bieg Noworoczny, Bieg Urodzinowy Grzegorza, Bieg Urodzinowy Fraszki)

Liczba przebiegniętych kilometrów (na podstawie danych z Endomondo) 537
Inne dyscypliny (na podstawie danych z Endomondo)
chodzenie i wędrowanie: 71

Sukcesy:
5. - nagrodzone miejsce w Biegu z Łapką - Bydgoszcz


Fraszka i jej tegoroczne medale


Najważniejszy bieg w 2015 roku:
Bieg z Łapką - oficjalny bieg dla człowieków z psami
A poza tym oczywiście każdy Parkrun na Cytadeli - Cytadela, to jest Cytadela!


Rok biegowo obfity w wiele wydarzeń - głównie pozytywnych. Bo gdyby ktoś mi powiedział, że pod koniec tego roku będę walczyć o życiówkę na 5 km poniżej 20 minut, to bym go wyśmiała. Nie wywalczyłam jej wprawdzie, ale przynajmniej jest po co biegać w przyszłym roku. Do tego obiecane zmagania z nielubianym dystansem 10 km, czyli wypadałoby poprawić ten wynik 45.43. Na początku np. na 43.45, a potem zobaczymy. :-) Założenia na półmaraton to 1 godzina 40 minut i boję się tego prawie jak tej nieszczęsnej dziesiątki, bo planowanie takiego wyniku oznacza, że będę musiała biec 21 km w tempie poniżej 5 min/1km. Po półmaratonie maraton - założenia na 3.45. Tego mniej się boję. Maraton to w końcu tylko "klepanie kilometrów". :-)
W temacie sukcesów powinnam wspomnieć o Lidze Biegowej, w której zajmę pewnie dość wysokie miejsce. Ostateczne wyniki będą jednak dopiero w połowie stycznia. Rankingi to zresztą dziwne i nie do końca sprawiedliwe, ponieważ bardziej liczy się ilość niż jakość. ;-)
Jeśli chodzi o kryzysy, to przede wszystkim skręcenie stawu skokowego, które dało mi się we znaki. Problemy sprawiały też kolana. Ale może dzięki tym kontuzjom i temu, że nie mogłam biegać, nie doświadczyłam dłuższego okresu, w którym biegać bym nie chciała. W tym roku odkryłam, że niestety oprócz biegania trzeba wykonywać też inne ćwiczenia, które niezwykle się przydają.

Puchar zdobyty 27 grudnia na Cytadeli
 był jednym z najważniejszych w 2015 roku


Przymierzałam się już w tym roku do ćwiczenia biegania stylem baletowym, bo to podobno ładnie wygląda. Jednak ostatecznie uznaliśmy z trenerem, że lepiej szybciej niż ładniej. Pomyślimy jeszcze nad tym w przyszłym roku. A co jeszcze w 2016? 
Rozpoczniemy z Fraszką tradycyjnie - Biegiem Noworocznym nad Rusałką. Szykujemy już przebranie. :-)
Ponadto oczywiście pojawiać się będziemy na Parkrunie. Może trochę ciszej będzie, bo Fraszka po ostatnim biegu ochrypła i ledwie ją słychać.
Nie wiem, jak często będziemy na Cytadeli. Po ostatnich przeżyciach na pewno jej nie porzucimy. Ale zostało nam jeszcze sporo lokalizacji do odwiedzenia. Zobaczymy, co będzie jak ruszy Parkrun w Swarzędzu. 
Na razie zaplanowane i opłacone starty to: Bieg Walentynkowy, Półmaraton w Poznaniu oraz Maraton w Krakowie. Co będzie w międzyczasie, to się okaże. Planuję kilka zawodów z cyku "Szczekamy-biegamy", czyli trochę oficjalnych biegów z psami, żeby Fraszka mogła się sprawdzić nie tylko z człowiekami. :-)
Wraz z końcem roku wraca temat moich marzeń o biegu ultra. Zobaczę, jak się będzie w tym roku układało. Może pozostanę na jednym maratonie na wiosnę. Wtedy na jesień można o czymś dłuższym pomyśleć. A na razie pomarzyć... :-)


Z częścią Parkrunowej Rodziny


Przy okazji końca roku bardzo chciałabym podziękować wspierającym Współbiegaczom, Kibicom i Czytelnikom bloga oraz oczywiście Cichemu Trenerowi (który ostatnio stał się jeszcze bardziej cichy), którzy pomagali mi przede wszystkim podczas przygotowań do pierwszego maratonu, ale też później. A to jest dla mnie bardzo ważne. 
Chciałabym wszystkim Biegaczom życzyć samych sukcesów biegowych, życiówek, rekordów, ciekawych ścieżek biegowych i mnóstwa kilometrów bez bólów i kontuzji. Szczęśliwego Nowego Roku!

niedziela, 27 grudnia 2015

Magia Cytadeli i magiczny bieg - I Bieg Powstania Wielkopolskiego w ramach Parkrun Poznań

Magia Cytadeli szybko mi o sobie przypomniała. Bo już dziś mogłam się zjawić w tym miejscu i uczestniczyć w biegu Parkrun. Bieg to niezwykły, bo dodatkowo czczący rocznicę wybuchu Powstania Wielkopolskiego. Wielki bieg z tej okazji odbywa się też właśnie po centrum miasta. Ale ten drugi bieg jest płatny i z limitem miejsc. A Parkrun - jak wiadomo - wolontariuszami stoi - dlatego całkiem za darmo. 

Na Cytadeli zjawiłam się więc znacznie wcześniej niż zwykle, bo już ok. 7.20. Poza tym nie sama. Udało mi się namówić wolontariuszkę do pomocy. Na miejscu spotkałyśmy znajomych biegaczy i patrzeliśmy na siebie z niedowierzaniem, że tak wcześnie, żartując przy tym, że tak wcześnie pospacerować po parku przyszliśmy. Z upływem czasu coraz więcej nas przybywało i coraz to bardziej było widać, że dziś bieg nieco inaczej będzie wyglądał. A wszystko w związku z tym, że miejsce startu zostało przesunięte kilkaset metrów. Pierwszą konsekwencją było to, że i metę należało przesunąć. Dla mnie dawało to efekt niesamowity, bo zamiast gromadzić się jak zwykle "na górze", miejsce zbiórki zorganizowano na polanie. I to miejsce zgromadzenia coraz to gęstniejącego tłumu biegaczy z góry pięknie się prezentowało. Paru stałych bywalców, którzy zjawili się tuż przed startem, niemniej to pewnie zdziwiło. Z przyzwyczajenia udali się na tradycyjne miejsce, żeby rzeczy zostawić. Kiedy zeszli na dół - kolejne zdziwienie, kiedy otrzymali numer startowy - już kilkusetny. Numery zaczęliśmy wydawać przed 8.00, kiedy już biegacze zaprawieni w bojach, a właściwie w innych biegach masowych - zaczęli ustawiać się w kolejce. Kolejki nieco zbędne, bo numery pełniły funkcję pamiątki, więc do ich odbioru niekonieczne było podpisywanie oświadczeń czy pokazywanie dokumentów. Za to trzeba było dużo wcześniej zarejestrować się w międzynarodowym systemie Parkrun. A ze statystyk wynika, że osób dokonujących tego w ostatnich dniach było sporo. Niektórzy na ostatnią chwilę drukowali kody. Nie wszystkim się to zapewne udało. 

Przed biegiem - zgodnie z zapowiedzią - składano kwiaty i znicze. Dodatkowo charakteru biegu nadawały rozdawane wraz z numerami startowymi kokardy narodowe, których jednak było znacznie mniej niż biegaczy.



Przed startem trudno było dokładnie określić liczbę uczestników, ale po numerach widać było, że zjawiło się około tysiąca, czyli prawie tylu, ilu zgłosiło taką chęć na wydarzeniu na Facebooku. I już wtedy wiadomo było, że zabraknie medali, bo przygotowanych było "tylko" 500.  



Fraszka dziś zniecierpliwiona tym tłumem i przede wszystkim komunikatami przez megafon. Kojarzyła zawsze, że po takich "ogłoszeniach" biegniemy. A dziś ogłoszeń sporo, a bieg dopiero po dłuższym oczekiwaniu. Kiedy już ustawiłyśmy się na starcie, okazało się, że jeszcze trwa rozgrzewka i start będzie chwilę później. W końcu ostatnie komunikaty - informacja o celu biegu i przypomnienie, że tak naprawdę Parkrun jest co tydzień. Słyszałam dziś wszystko wyraźnie, ale tak mocno trzymałam Fraszkę, żeby ją uciszyć, że bałam się, że ją uduszę. A i tak znajomy krzyknął do niej: "Fraszka, słyszymy cię!". Na co ona w odpowiedzi pewnie by szczeknęła: "To czemu nie biegniemy jeszcze?".

W końcu ruszyliśmy przy huku strzałów. Ci za nami pewnie też w kłębach dymu. Nas one ominęły. Choć obawiałam się, co Fraszka na te strzały, a strzelali z prawej, lewej. Co tam strzały, biegniemy! No więc gnała po znajomej trasie. Chociaż pierwszy kilometr ciut wolniej niż wczoraj, to potem za to udało nam się utrzymać dość mocne tempo, które zwykle po pierwszych dwóch kilometrach tracimy. Ale Fraszka ciągnęła i tłum nas ciągnął. Bałam się, że Fraszka stratowana zostanie, ale nic takiego nie miało miejsca, tylko spokojnie gnałyśmy do przodu. Trochę wyprzedzałyśmy, trochę dałyśmy się wyprzedzać. Kiedy jedna osoba przede mną ścięła zakręt, a ja z rozpędu za nią, Fraszka pokazała mi, jak prawdziwa trasa prowadzi, bo przecież ona zna ją doskonale - w końcu dziś to był jej 33 bieg na Cytadeli! :-) Mój 61., ale pewnie gdybym miała prowadzić, to wszyscy by się pogubili. 



Pięknie wyglądało to morze biegaczy przed nami i za nami. Na zakręcie zarejestrowałam, że nie ma żadnej kobiety przed nami. Jedna była na początku, ale szybko zostawiłyśmy ją za sobą. Inną widać było za nami i pojawiła się obawa, że nas wyprzedzi. Zrobiła to niepostrzeżenie, kiedy ja zainteresowałam się bardziej tym, że tylny pasek od pasa biegowego mi się odpiął. Zastanawiałam się przez chwilę, czy przypinać, ale uznałam, że nie mogę się teraz zatrzymać, bo potem mogę nie ruszyć. A dwa przednie paski się trzymały, więc Fraszka gnała dalej. Myślałam też przez chwilę, co będzie, jeśli jakieś psy spotkamy na wybiegu z Rosarium. Ale nie trafiłyśmy. Za to mijałyśmy się z biegaczami biegnącymi w przeciwną stronę. Ale oni Fraszki też nie interesowali. Ktoś niezorientowany tuż po starcie krzyczał za mną: "A piesek wytrzyma?" Odkrzyknęłam, że na pewno. W odpowiedzi usłyszałam inny głos: "Nie wiadomo, czy właścicielka wytrzyma". Prawda taka, że ciężko mi dziś było. Po wczorajszym biegu byłam dość zmęczona. Ale i Fraszka przecież wymęczyła się bardzo, a dziś na Cytadeli poznać tego po sobie nie dała. Ciekawa byłam, czy, znając dobrze trasę nie zatrzyma się na zwykłej mecie, ale dociągnęła mnie do końca. Na Garminie miałam czas 20.38, ale nie wierzyłam w niego za bardzo, bo za późno włączyłam.



Poza tym zwykle te 4 sekundy różnicy, a dziś mogło być jeszcze więcej. Zatem zdziwienie moje wielkie, kiedy okazało się, że oficjalnie mam tylko 3 sekundy gorszy czas, bo 20.41, czyli wiceżyciówka wyrównania i najlepszy wynik w sezonie jesiennym. Jednak co Cytadela, to Cytadela. Jak ktoś pisał, łezka mu się w oku zakręciła. Ja zbyt zmęczona podczas biegu byłam, żeby się wzruszać. Na mecie też nie zdążyłam odetchnąć, bo zaraz po jej przekroczeniu otrzymałam puchar i nagrodę za II miejsce wśród kobiet. I to podium na Cytadeli znaczy dużo więcej niż np. wygrana wczoraj w Gostyniu. Jak pisałam wcześniej - Cytadela to Cytadela i to tutaj w przyszłym roku będę z Fraszką dalej walczyć o życiówkę.

Wracając do dzisiejszego biegu, to niesamowite wrażenia, przeżycia. Cieszę się, że mogłam pomóc w organizacji - głównie przed i trochę po. Ale żałowałabym bardzo, gdybym nie pobiegła. 

Na biegu mnóstwo fotografów i państwo z TV, którzy najpierw mnie ominęli, szukając organizatora. Potem Robert przez megafon powiedział, wskazując na mnie: "To skromna zdobywczyni 2. miejsca wśród kobiet" i wszyscy zaczęli bić brawo,  a państwo z TV wrócili. Jak ktoś się załapie, to posłucha, jak się biega na Parkrunie w Cytadeli, dlaczego tutaj biegamy i czy Fraszka lubi mieć przywiązaną kokardkę. :-)

sobota, 26 grudnia 2015

Szturm cytadelowych biegaczy, czyli o Parkrunie w Gostyniu

Na Cytadeli dziś Parkrunu brak, więc musiałyśmy z Fraszką innego poszukać. Zresztą to już trzeci z rzędu wyjazdowy Parkrun dla mnie. Fraszka w zeszłą sobotę w ogóle nie biegła. Z powodu Świąt wybór padł na najbliższą lokalizację. Tą, której nie udało nam się odwiedzić w dniu otwarcia (z powodu mojej kontuzji). Dawno więc zaplanowałyśmy, że pojedziemy tam przy okazji Bożego Narodzenia, kiedy poznański Parkrun się nie odbędzie, ponieważ został przełożony na 27 grudnia. Miałyśmy tradycyjnie jechać same autem, ale... parę osób chyba zwróciło uwagę na nasze niezbyt przyjemne przygody związane ze spóźnieniami i błądzeniem, zlitowało się i zaproponowało, że mnie podwiozą. A jak mnie, to i Fraszkę oczywiście. Zatem wygodnie, a do tego sprawnie, szybko i na czas, a nawet sporo przed czasem <sic!> dotarliśmy na miejsce. Plotki głosiły, że z Poznania więcej osób do Gostynia się wybiera. Potwierdziło się to już na trasie, kiedy spotkaliśmy znajomych w aucie przed nami. 

Na Parkrun trafiliśmy bez problemu. Pomogło też oznakowanie parkrunową flagą. Na miejscu jeszcze więcej znajomych z Poznania, więc powitania, rozmowy: o bieganiu, o świętach i o świątecznym bieganiu. 
W końcu pora, żeby się ustawić.



 Fraszka, która biegając tylko ze mną, zachowuje się ostatnio jak księżniczka, która łaskę robi, że  w ogóle łapkami przebiera, dziś jak to na Parkrunie - wyrwała do przodu. Tradycyjnie na starcie: "hau, hau, hauas" i zagłuszała komunikaty. Ja większość słyszałam, to inni chyba też. Zresztą w Gostyniu bardzo życzliwe podejście do Fraszki, która cieszyła się do wszystkich, zwłaszcza dzieci. Stanęłyśmy z przodu, bo na wąskich ścieżkach trudno byłoby się przeciskać i wyprzedzać. Kilka osób i tak trzeba było, bo Fraszka tradycyjnie mocno ciągnęła. Pognałyśmy więc przy akompaniamencie komentarzy: "ale doping", "o wiem, kupię sobie psa, będzie ciągnął i trzymał tempo" osób nie do końca świadomych, że Fraszka takiego równego tempa to nie trzyma, a poza tym nie każdy pies stworzony jest do biegania, a przede wszystkim takiego wspomagania jak mój. :-) 



Gotowa do startu....

Czułam, że lecimy dość szybko, chociaż po błocie i liściach nie biegło się lekko. Pierwszy kilometr zatem nie poniżej 4 min/km, tylko równe 4 min/km. A potem jak zwykle wolniej. Dziwne, że tu najbardziej zwolniłyśmy na 3.km, czyli inaczej niż na Cytadeli, gdzie zwalniamy na drugim. Na 4. przyspieszenie i utrzymanie do końca. Chociaż biegło mi się naprawdę ciężko i właściwie od połowy głównie siłą pociągowej Fraszki, która przeze mnie musiała się bardziej zmęczyć. No ale pani trochę poświętowała i takie były dziś efekty. 



Efekty też są takie, że dobiegłyśmy jako pierwsze - tzn. ja jako pierwsza kobieta. Fraszka jako jedyny pies. Ktoś pytał, czy ustanowiłyśmy nowy rekord trasy. I dopiero o tym pomyślałam. Zwykle zwracałam uwagę na miejsce zajmowane w innych lokalizacjach. W kilku podobnie jak dziś udało mi się dobiec jako 1. kobieta. Co do rekordów tras... Sprawdziłam po powrocie do domu. Okazuje się, że rzeczywiście ustanowiłam rekord w swojej kategorii wiekowej i płciowej. Ponadto wygląda na to, że czas 22.12 to najlepszy wynik wśród kobiet w ogóle w tej lokalizacji. Przy okazji muszę zaznaczyć, że znowu oficjalny wynik jest o 4 sekundy gorszy niż zmierzony przeze mnie. Tak jakoś z tym Parkrunem dziwnie bywa. Na innych biegach wynik różni się najwyżej 1 sekundę. A na Parkrunie taka większa różnica. 

Dobiegłam z Fraszką na 10.miejscu, więc jeszcze trochę trzeba było poczekać, bo ostatecznie do mety dotarło 62.biegaczy, z czego podobno 32 było z Poznania. Ja sama tego nie liczyłam. Podobno poprzedni rekord frekwencji w Gostyniu wynosił 31 osób, to trochę podbiliśmy. :-)



Po biegu skanowanie, rozmowy, wspólne picie kawy i herbaty oraz pamiątkowe zdjęcie. No i oczywiście zaproszenie wszystkich biegaczy na jutrzejszy specjalny Parkrun w Poznaniu organizowany z okazji rocznicy wybuchu Powstania Wielkopolskiego. A potem "do wozu", czyli czworo biegaczy i pies wrócili do domu.



Dziś zatem kolejna lokalizacja przeze mnie odwiedzona. Jubileuszowo, bo 10. lokalizacja, a ponadto 70. bieg w Parkrunie. Jakieś takie nadzieje wielkie miałam z tą trasą związane, ale trochę się rozczarowałam. Liczyłam na to, że będzie równo, prosto i przyjemnie. A tu podbiegi, zbiegi... Jak wcześniej wspominałam, boję się z Fraszką szybko zbiegać, a poza tym ślisko na liściach. Zresztą forma wyraźnie nie ta i nieco Fraszkę dziś spowalniałam. Zdecydowanie na plus przemawia to, że pętla tylko jedna. :-)



Po ostatnich podróżach mój prywatny ranking wygląda następująco:
1. Opole.
2.Gdańsk.
3. Konstancin-Jeziorna.


Przy okazji tych rekordów sprawdziłam jak moje wyniki wyglądają na tle innych odwiedzonych lokalizacji, w których byłam pierwsza.
I tak:
w Konstancinie-Jeziornej - mój wynik 21.11 jest rekordem w mojej kategorii wiekowej, podobnie wynik z Torunia 23.49. Rekord trasy na razie w Gostyniu. :-)


Kolejna lokalizacja "zaliczona" i plany już mam na następne podróże, ale... po dzisiejszym biegu odkryłam, że bardzo się za Cytadelą stęskniłam. I nie ma co się nastawiać na rekordy gdzie indziej. Bo choćby nie wiadomo, jak szybka trasa była, to nieznana, łatwo zgubić się można. I dlatego lepiej biega się u siebie. Dlatego do walki o życiówkę na Cytadelę z Fraszką musimy wrócić. Bo tu znamy każdy kąt, każdy podbieg, zbieg, każdy kamień przy czołgach... Bo tu wiem, kiedy Fraszka ciągnie a kiedy ucieka na boki, kiedy ja muszę pociągnąć, a kiedy musimy zatrzymać się przy kałuży. I tutaj biega się najlepiej... :-)

poniedziałek, 21 grudnia 2015

Bieganie po RODOS, czyli Świąteczka Działkowa Piątka

To ostatni samodzielny bieg w tym roku. Samodzielny, czyli bez Fraszki. Ostatnio miała dużo przymusowego odpoczynku, bo pani sama biegała. Ale w tym tygodniu to nadrobimy. Nie wiem, jak będzie w przyszłym roku. Planuję pomału moje starty, ale też wspólne z Fraszką. Znalazłam kilka ciekawie się zapowiadających biegów z psów - poza tymi oficjalnymi dog trekkingu i canicrossu. Myślę, że coś wybiorę, żebyśmy miały radość z wspólnego biegania nie tylko na Parkrunie.

Dzisiaj jednak sama. W porównaniu do wczorajszej wyprawy, to dziś bardzo blisko. Wydawało mi się, że tym razem szybko znajdę miejsce zawodów i biuro, ale okazało się, że działek w okolicy jest znacznie więcej niż przypuszczałam. Spotkałam za to rodzinę podobnie jak ja "poszukującą" i w końcu razem nam się udało. Nie trzeba się było specjalnie spieszyć i przejmować, bo w regulaminie podano, o której otwierane będzie biuro zawodów, a nie o której zostanie zamknięte. Na miejscu tłumów nie było. Pewnie dlatego, że trwały dopiero biegi dziecięce, mężczyźni jeszcze nie dotarli, bo ich bieg zaplanowano godzinę później niż kobiet, a w biurze wystarczyło odebrać numer i agrafki, więc trwało to bardzo krótko. Przed 12.00 zaczęli pojawiać się znajomi, z którymi wymienialiśmy informacje na temat poprzednich i przyszłych biegów i szybko przyszła pora, aby udać się na start. Żartowałyśmy jeszcze z koleżanką, czy zgarniamy podium, czy jest jakaś konkurencja. 
Krótko po starcie okazało się, że była. Od razu wyprzedziła mnie jedna dziewczyna, a po chwili druga. Żadnej z nich nie znałam. Tak biegły przede mną w niewielkiej odległości przez jakieś 1,5km, a potem zaczęły uciekać i znikać za zakrętami razem z rowerzystą prowadzącym wyścig. Na plecach czułam znajomą z Parkrunu, która nawet w pewnym momencie mnie wyprzedziła, ale na krótko. Po połowie dystansu odległość między nami czterema znacznie się zwiększyła - dwie dziewczyny były daleko z przodu, a Marta bardziej z tyłu. I w takiej kolejności dobiegłyśmy do mety. Mój czas 22.12. Nie myślałam, że tak szybko będzie trzeba pobiec, a ja też dawno tak szybko nie biegłam... bez Fraszki. :-) Ostatnio na Biegu Niepodległości w Obornikach, ale przed tamtym biegiem więcej odpoczywałam. Poza tym tam asfalt, a na działkach omijanie kałuż i błota, więc dystans też mi się nieco wydłużył. A ja ostatnio jak biegam to wciąż czuję zmęczenie i niemoc, więc dzisiaj mogę być zadowolona. :-)


Po biegu poczęstunek: kawa, herbata, ciasteczka, mandarynki... a przed 13.00 ogłoszenie wyników i wręczenie nagród. Dostałam pucharek, żel pomidorowy (sic!) oraz pudełko pierników. Po wręczeniu nagród usłyszałam od znajomego z Parkrunu: "I bez psa też można". Można, ale trzeba udowadniać...



No i medal też bardzo ładny. Pucharek jak pucharkiem, ale pierniki w biegu świątecznym najważniejsze! :D




niedziela, 20 grudnia 2015

Wstrzymać start, czyli Agnieszka na Parkrunie w Opolu oraz o innych atrakcjach Opola

Już się przyzwyczaiłam, że moje biegi w innych lokalizacjach Parkrun nie mogą się obyć bez przygód. Wszak - turystyka parkrunowa, to nie powinnam się dziwić. Zatem:
Gdynia - nie wzięłam kodów Parkrun
Gdańsk - ledwie zdążyłam
Wrocław - nie mogłam znaleźć miejsca startu i też ledwie zdążyłam
Toruń - pociąg miał opóźnienie i spóźniłam się na przesiadkę
Kraków - spóźnienie pociągu, więc też ledwie zdążyłam
Leszno - nocny bieg, ominęłam nawrotkę i wydłużyłam trasę
Lubin - spóźniłam się
Bez komplikacji tylko Konstancin-Jeziorna.

Do Opola pojechałam pociągiem, myśląc że w takim razie na pewno się nie spóźnię. Pociąg przyjeżdżał do Opola o 6.46. Chociaż z Poznania wyjechał z opóźnieniem, to dotarłam planowo. Miałam ponad dwie godziny - przynajmniej tak myślałam - a na start jakieś 1,5km. Wcześnie było i ciemno, to po śniadaniu na dworcu postanowiłam udać się od razu na Wyspę Bolko, zobaczyć okolicę i może trasę. 







Po drodze atrakcje na przykład takie:




Psie WC :-)




No i tak w spokoju sobie spacerowałam zachwycając się, jakie to piękne miejsce i ciesząc się  na szybką i płaską trasę, którą bez problemu rozpoznałam po oznaczeniach.

Fotografuję sobie w najlepsze,  m.in. zwierzęta w ciemności



a tu nagle gdzieś za drzewami słyszę: "Start!".




O co chodzi? Spojrzałam na zegarek, było kilka minut przed 8.00. Czy możliwe, że start przełożony?
Sprawdziłam szybko w internecie, a tam wydarzenie: Parkun Opole 19.12 g. 8.00. Chyba jakiś żart! Puściłam się biegiem w stronę, skąd usłyszałam ten "start" i o dziwo, też bez problemu dotarłam, choć myślałam, że raczej minę się gdzieś z biegaczami. Ale nie. To musiało być dopiero wezwanie na start. Wszyscy stoją i patrzą na mnie. Koordynator zapytał: "Na start?". Potwierdziłam, dodając, że specjalnie z Poznania przyjechałam i dlaczego o 8.00. Coś mi zaczęli wyjaśniać i uspokajać, że minutę poczekają. To zdążyłam szybko zrzucić kurtkę i odłożyć rzeczy. Tak im się to czekanie spodobało, że chwilę trwało, zanim zebrali się z powrotem do startu. Ale w końcu ruszyliśmy. Nie zdążyłam się przyjrzeć nawet ile osób, ale nie wydawało się, żeby dużo. Dziewczyna biegnąca za mną, zagadała mnie: "A koleżanka porzuciła Cytadelę?" I okazało się, że ona z mężem pochodzą z Poznania i biegali na Cytadeli. Teraz przeprowadzili się do Opola, więc w Poznaniu są rzadziej. Dodała jeszcze, że w Opolu płaska trasa, to mam śmigać, a ona została. 



Ja w sumie nie mogłam ustalić tempa, bo Garmin nie zdążył złapać satelity. 1km zaliczył mi dopiero, kiedy miałam już na koncie jakieś 1,5km, choć nie wiem do końca, bo oznaczenia było co 1km, a nie co pół jak u nas. Biegłam za pięcioma panami, którzy wydawali się spokojnie truchtać i gdybym trochę przyspieszyła, to bym ich wyprzedziła. Oczywiście na pierwszym kilometrze. Potem to oni przyspieszyli i trochę ich "gubiłam" za zakrętami. Na szczęście strzałeczki w odpowiednich miejscach nie pozwalały mi się zgubić. Trasa rzeczywiście płaska, ale właśnie tych zakrętów sporo. Rozumiem dwie pętle, ale okrągłe. Tutaj sporo kręcenia. Ale myślę, że następnym razem byłoby mi dużo łatwiej. No właśnie, bo poważnie zastanawiam się nad kolejnym razem. Trasa płaska i asfaltowa, więc zdecydowanie szybka. Gdybym zabrała Fraszkę, to była szansa na dużo lepszy wynik. Pierwsze miejsce zajął pan z czasem 21.29, to co to dla mnie i Fraszki. :-) Sama dobiegłam w czasie 23.16. 

17 osób biegnących i 2 fotografów :-)


Wszyscy tam byli pod wrażeniem, że tak szybko. A ja nic na to. Nie spieszyłam się tak bardzo, bo uznałam, że szybciej pobiegnę w niedzielę w Świątecznej Piątce.


Po biegu jeszcze rozmowy i oczekiwanie na skanowanie. Bo w Opolu zawsze skanowanie dopiero jak wszyscy przybiegną. Tłumów takich jak w Poznaniu nie ma, to podobno nie ma problemu. Biega zwykle 30-35 osób. Wczoraj było 17. Wyjaśniono mi w końcu, że bieg zorganizowano wcześniej, bo dużo osób planowało też udział w świątecznym biegu w Strzelcach Opolskich na 15km. Ten drugi bieg był darmowy, więc chętnych sporo. Ja porozmawiałam jeszcze z parą z Poznania, której niestety za bardzo nie kojarzyłam. Oni mnie bardziej. A raczej Fraszkę kojarzyli - po szczekaniu, ale nie tylko. W końcu Fraszka celebrytka i w Biuletynie Parkrunu była. Wypytałam jeszcze o miejsca warte odwiedzenia w Opolu i pożegnałam się z nadzieją na spotkanie za tydzień, bo biegające małżeństwo wybiera się na święta do Poznania. Oboje planują udział w Biegu Powstania Wielkopolskiego na Cytadeli, a być może zawitają też na Parkrun w Gostyniu, który my także planujemy odwiedzić. 



Miałam się oszczędzać wczoraj, ale kiedy zobaczyłam, że opolska siłownia pod chmurką jest znacznie większa niż nasza na Cytadeli, nie mogłam się oprzeć. Urządzeń tyle, że na każdym spędziłam tylko chwilę, a w sumie godzina tego wyszła. A najbardziej podobał mi się masażer do pleców. :-)



Po siłowni udałam się do miasta na jarmark świąteczny, krótkie zakupy, a potem obiad w poleconej przez nowych znajomych naleśnikarni. Później powrót na wyspę do zoo, które gorąco polecam. 



Cena biletu znacznie niższa niż np. we Wrocławiu, zoo niby małe i kameralne, a jednak zwierząt dużo. 


Na początek urocze uchatki:

Potem też modelki - żyrafy


I inne słodziaki. Tego kojarzycie?

No właśnie:



Wprawdzie nie miałam już dużo sił i czasu na długie zwiedzanie, ale po dwóch godzinach okazało się, że jeszcze większości zwierząt nie widziałam. Zwłaszcza moich ulubionych drapieżników:


Podsumowując - polecam Parkrun w Opolu i samo Opole. Miasto niewielkie i łatwo wszędzie dostać się pieszo.

środa, 16 grudnia 2015

Zanim przejdę do podsumowań, czyli o ostatnich biegach w tym roku

Ponieważ bardzo lubię różnego rodzaju podsumowania, z radością dochodzę do wniosku, że po 15 grudnia można już takiego dokonywać. Dlatego rozpoczynam już pomału statystyki dotyczące przebiegniętych kilometrów i udziału w zawodach. Ponadto zaczynam też planować, gdzie i "co" pobiegnę w przyszłym roku. Z tym drugim trochę gorzej, bo nawet jeśli coś teraz zaplanuję z zamysłem, żeby nic w programie nie zmieniać, to niewykluczone,  a nawet bardzo prawdopodobne, że się jakieś zawody pojawią, w których chętnie wezmę udział. Z drugiej strony też wiele czynników może spowodować, że nie wystartuje tam, gdzie zaplanowałam. No i takie to normalne u mnie. :-) W takim razie po prostu nie będę się tym przejmować i na początku roku napiszę po prostu o tych biegach, które obecnie są w moich planach. Wtedy też pełne podsumowania, ponieważ jeszcze trochę zamierzam pobiegać.

Co zatem do końca roku?
Oczywiście Parkrun. Kalendarzowo wypadają dwa, ale jak powszechnie wiadomo, w naszej okolicy można postarać się o udział w trzech, ponieważ w Poznaniu ostatni Parkrun zamiast w sobotę, będzie miał miejsce w niedzielę: I Bieg Powstania Wielkopolskiego


Tradycyjny, choć niezupełnie, bo świąteczny Parkrun już w najbliższą sobotę - 19 grudnia:


Trzeci Parkrun, na którym w tym roku będę, dla większości poznańskich Parkrunnerów nie będzie niespodzianką, bo część z nich też się wybiera, to Parkrun Gostyń. A na Cytadeli w tym roku będę jeszcze tylko jeden raz właśnie na Biegu Powstania Wielkopolskiego. W sobotę 19 grudnia kontynuuję turystykę parkrunową - tak, żeby w tym roku mieć na koncie 10 lokalizacji oprócz Poznania. O ile Gostyń nie jest niespodzianką, to moja najbliższa wycieczka może być. A może jednak ktoś wie albo zgadnie, dokąd wybieram się? :-)

Lokalizacji Parkrun przybywa, co mi nie przeszkadza oczywiście, bo mogę podróżować po Polsce, a jak w polskie lokalizację objadę, to może zagraniczne. Czekam zwłaszcza na Parkrun Swarzędz i niektórzy już się cieszą, że się tam przeniosę.

A co poza Parkrunami? Oficjalnie jeszcze jeden bieg - Świąteczna Działkowa Piątka
Bieg bardzo okolicznościowy z urokliwym medalem:




I ciekawostka dla mnie, bo to pierwszy bieg amatorski, o którym słyszałam, w którym kobiety i mężczyźni pobiegną osobno. Start pań o 12.00, panów o 13.00.

To tyle o tym, co jeszcze w tym roku. Sprawozdania z tych biegów na bieżąco, a prawdziwe podsumowania w styczniu.

Tymczasem jeszcze rzut oka na zapisy na poznański półmaraton - 3640 zapisanych.

wtorek, 15 grudnia 2015

9. PKO Poznań Półmaraton - ruszyły zapisy

Zapisy uruchomione dzisiaj o godzinie 11.00. Ja wysłałam zgłoszenie o 11.37. Numer, jaki otrzymałam to 1158. Czyli kolejny szał zapisowy rozpoczęty. O której się skończy? Limit 13 000.

Wysoka opłata startowa (90zł), ścisk na trasie - to argumenty przemawiające przeciwko tej imprezie.
Sentyment i fakt, że od 3. poznańskiego półmaratonu biorę udział w tym biegu co roku skłoniły mnie jednak do zapisu. A poza tym - zmiana trasy. Zmiana oznaczająca, że być może ścisku uda się uniknąć. Start i meta będą w tym roku w okolicach Targów Poznańskich podobnie jak podczas maratonu. Na maratonie na ścisk nie narzekałam, więc teraz też powinno być dobrze. Byle się dobrze ustawić. :-) Poza tym start o 9.00 a nie o 10.00, więc jest szansa, że nie będzie za ciepło.

Co do zmiany trasy, to takie porównanie:












Oczywiście zostaje podbieg ulicą Hetmańską pozostaje. Ja cały czas podkreślam, że tego podbiegu nie pamiętam, ale na ilustracji profilu trasy jest bardzo wyraźny:


Cieszę się, że pozostał jeden z moich ulubionych odcinków, czyli Garbary, szkoda, że Rataj nie ma, Malty, no i przede wszystkim mostu Rocha...
Ale i tak pozytywnie się nastawiam. W tym roku poznański bieg był moim jedynym oficjalnym półmaratonem. W przyszłym roku na pewno będą to główne zawody na tym dystansie. Oczywiście z założeniem poprawy wyniku z tego roku.

sobota, 12 grudnia 2015

Obrażona na Cytadelę, czyli Turystyka Parkrunowa cz. 8

Dobrze, że wczoraj spojrzałam na statystyki i to, ile razy już w Parkrun pobiegłam. Do 50. biegu jakoś tak bardziej liczyłam. Teraz sprawdzam przy okazji wyników, a potem zapominam. Podobnie jak nie pamiętam, która to już odwiedzona lokalizacja.
I tak udało mi się rzutem na taśmę "zaliczyć" Parkrun Lubin z Fraszką. Wprawdzie informacje są takie, że za jakiś rok Parkrun wróci do Parku Leśnego, w którym rozpoczął się w tym roku w czerwcu, to jednak od przyszłego tygodnia będzie w Parku Wrocławskim.

Do Lubina wyjechałam wcześnie rano, czyli po ciemku, a miasto przywitało mnie rażącym słońcem - takim, że nie widziałam ani dokąd jadę, ani jak szybko. Dotarłyśmy jednak szczęśliwie - ja i Fraszka. 
Parkrun dzisiaj bardzo turystyczny - aby odpocząć od myślenia o cytadelowej życiówce. Wynik zatem też bardzo turystyczny i bieg niewidowiskowy. 




Po przeczytaniu opisu trasy też wiele się nie spodziewałam: 3 pętle po lesie. To już wystarczająco powinno odstraszyć. Przynajmniej mnie. :-) Bo dla mnie 2 pętle to już za dużo. A co dopiero 3! Jedyna lokalizacja, w której uznaję 2 okrążenia, to Konstancin-Jeziorna. A w Lubinie... nie dość, że kręcenie się w kółko, to jeszcze ciasno bardzo na tych ścieżkach. No i nie wiadomo do końca, kto, który raz kółko biegnie... Nie stanowi to aż takiego dużego problemu, jaki byśmy mieli w Poznaniu, bo w Lubinie takich tłumów biegaczy nie ma. Dzisiaj podobno w ogóle skromnie (wg opinii wolontariuszy) - 28. Dowiedziałam się, że równolegle odbywały się inne zawody i stąd niższa frekwencja. Zwykle startuje około 40 osób.



Atmosfera kameralna i bardzo przyjazna. Już podczas pierwszego okrążenia wzbudziłyśmy z Fraszką furorę - ja koszulką, a ona - samą sobą. "O jaki ładny piesek", "jak ładnie biegnie!" - słyszałam zachwyty wolontariuszy. A jak piesek przybiegł, to ściskanie, głaskanie, gratulowanie i dopytywanie. O koszulki też dopytywano i fotografowano nas w każdej pozycji. ;-)



Korzystając z okazji zapytałam o nową trasę. Otrzymałam odpowiedź, że będą... 4. pętle. Chyba że pani nie do końca wiedziała albo ja źle usłyszałam. Obawiam się, że jednak nie. Chociaż na mapie Park Wrocławski wydaje się większy, no ale nie wiem... W Parku Leśnym - gdzie dotychczas biegali Parkrunnerzy mają pojawić się nowe urządzenia i pewnie też atrakcje dla osób aktywnych. Ale to trochę potrwa. 



Ja się za szybko ponownie na Parkrunie w Lubinie nie pojawię - w końcu jest jeszcze wiele lokalizacji do odwiedzenia. :-). Innych podróżujących zachęcam do odwiedzenia - szczególnie ze względu na atmosferę i życzliwość - przede wszystkim wolontariuszek. Chwilę porozmawiałam też z Koordynatorem, ale szybko musiał się oddalić z powodu mojej czworonożnej towarzyszki. Fraszka jako suczka również wśród ludzi preferuje mężczyzn, ale tego wyraźnie nie polubiła. Zresztą podobnie jak Koordynatora w Konstancinie-Jeziornej. Widać poznańscy Prowadzący są wyróżnieni jej sympatią. :-)

Subiektywny ranking odwiedzonych lokalizacji pozostaje niezmieniony:
1. Gdańsk.
2. Konstancin-Jeziorna.
3. Toruń.

Wciąż nadzieję pokładam w Gostyniu, który planuję odwiedzić 26 grudnia.

Po raz ostatni w starej lokalizacji - Parkrun Lubin

Kiedy - w ramach mojej turystyki parkrunowej - postanowiłam odwiedzić Parkrun Lubin, nie wiedziałam jeszcze, że termin który wybrałam będzie ostatnią szansą, aby pobiec w Parku Leśnym, a tym samym - ostatnia szansa, żeby pobiec z Fraszką. 
Od 19 grudnia nowe miejsce i nowa trasa - Park Wrocławski, do którego nie można wprowadzać psów ani jednośladów.
Więcej na temat nowego miejsca biegów Parkrun Lubin na stronie:


Relacja z ostatniego biegu w Parku Leśnym - po naszym powrocie. :-)

wtorek, 8 grudnia 2015

Po Biegu Mikołajkowym

Po raz kolejny na biegu zamiast biegać, pobawiłam się w fotografa. Raz na jakiś czas sprawia to przyjemność i trochę urozmaicenia. Gdyby zdarzało się to częściej, pewnie żałowałabym, że nie jestem "z drugiej strony". 
Przy okazji Biegu Mikołajkowego na Strzeszynku byłam w ogóle z drugiej strony niż biegacze, bo najpierw wydawałam pakiety startowe, a potem właśnie robiłam zdjęcia. Ciekawe doświadczenie i dużo refleksji po nim mi się nasuwa, ale to dzisiaj nie jest dobry moment, żeby szerzej o tym pisać.
O samym biegu niewiele mogę napisać, bo zwykle opisuję z perspektywy zawodnika, a skoro nie startowałam, inaczej odebrałam pewne rzeczy. 
Dlatego tylko krótko odnotowuję, że byłam i w jakiej roli, bo niektórzy mnie widzieli i w biegu ze zdziwieniem się zastanawiali, czy to ja, czy nie ja. Potwierdzam - ja. :-)
Oto dowód:



I obiecany link do mojej galerii zdjęć z tego biegu: Bieg Mikołajkowy Poznań Strzeszynek 5 grudnia 2015

niedziela, 6 grudnia 2015

Znowu nie ma kawy dla Grzesia, czyli kolejny Parkrun bez życiówki

Jak napisała kiedyś Zofia Nałkowska:

Chodzi o to, że musi coś istnieć! Jakaś granica, za którą nie wolno przejść, za którą przestaje się być sobą.

to w bieganiu też pewno coś takiego istnieje. Granica, której nie można przekroczyć, przebiec. Kręcę się ostatnio na Parkrunie wokół tego samego wyniku: 20.42, 20.50, 20.55... Nie mówiąc, że jednak ciut gorzej ostatnio. Może po prostu lepiej być nie może?
Pisałam tydzień temu, że nie może być za łatwo, ale mogłoby być jednak lepiej. A tu intensywne treningi nie pomagają, odpoczynek też nie przyniósł lepszego rezultatu. Wprawdzie wczoraj trochę za ciepło jak na mnie i Fraszkę, żeby życiówkę zrobić, ale... dlaczego nie? Może tak jak w zeszłym roku trzeba po prostu przestać myśleć o tym.
Warunki startowe były za to lepsze niż ostatnio. Umówiłam się z prowadzącym, że stanę z Fraszką z tyłu, żeby nie zagłuszała komunikatów na początku. Potem prowadzący dał nam ręką znak. Przesunęłyśmy się do przodu.Na widok Fraszki wiele osób ochoczo się rozstąpiło i wystartowałyśmy niemal z pierwszej linii. :-) Dzięki temu ostatnio co tydzień robimy życiówki na 1 km. :-)

Proszę o informację od tych, którzy stali z przodu, kiedy my z tyłu, czy rzeczywiście to coś w słyszalności pomogło. Ja daleko, więc nie słyszałam prawie nic, a dużo osób przed nami patrzyło na moją szczekającą dzikuskę. Napiszcie więc, czy warto taką metodę stosować.

Po pierwszym kilometrze znowu zwolnienie. Może jednak ten pierwszy kilometr za szybko i ja potem siły nie mam. Bo Fraszka to pewno by miała, ale ile można mnie ciągnąć...

Fot. M. Niedzielska


W każdym razie - na razie - Grzegorz, z którym jakiś czas temu na tym blogu ustaliliśmy zakład - pozostaje bez kawy. Może tak za karę powinnam Ci, Grzesiu co tydzień gorącą herbatę w termosie przynosić - tak za karę, to bym się bardziej zmobilizowała. :-)

Podsumowując: wczoraj 60. start w Parkrun Poznań i 10. zwycięstwo, ale nic tak nie cieszy jak wynik.

Po Parkrunie pojechałam na Bieg Mikołajkowy w Strzeszynku, gdzie robiłam zdjęcia. Fotek mnóstwo, więc za czas jakiś skończę je przeglądać i udostępnię wraz z opisem.

MOJE REKORDY

MOJE REKORDY

Turystyka parkrunowa

Turystyka parkrunowa