wtorek, 30 czerwca 2015

Przegląd najlepszych wyników w Parkrunie w Polsce 27 czerwca 2015



Najlepsze wyniki na Parkrunie w Polsce 27 czerwca 2015 – mężczyźni

1
Opole
16.09
2
Warszawa-Żoliborz
16.19
3
Kraków
17.24
4
Warszawa-Praga
17.26
5
Kraków
17.28
6
Gdańsk
17.35
7
Łódź
17.38
8
Gdańsk
17.41
9
Gdynia
17.42
10
Chrzanów
17.46
11
Poznań
17.47

Najlepsze wyniki na Parkrunie w Polsce 27czerwca 2015 – kobiety

1
Kraków
18.22
2
Gdynia
19.31
3
Warszawa-Praga
19.36
4
Żary
20.30
5
Chrzanów
20.41
6
Gdynia
20.42
7
Poznań
21.09

Tylko jeden komentarz do wyników, gdyby ktoś szczegółowo analizował na stronie Parkrunu: proszę zwrócić uwagę na panią, która wygrała w Gdańsku i zajęła drugie miejsce w Gdyni. I zagadka: jak to możliwe?

poniedziałek, 29 czerwca 2015

O przygodach crossowych i przedcrossowych z podziękowaniem dla sponsora mojego pakietu

Zgodnie z chronologią, dzisiaj pora na opis biegania niedzielnego. (A wyniki z biegów Parkrun w innych lokalizacjach mogą poczekać). Z opisem wczorajszych zawodów czekałam nie tylko ze względu na zaległy opis Parkrunu, lecz także w oczekiwaniu na ładne zdjęcia, których robiono mnóstwo. A ja wcześniej czasem dokonywałam opisów i analiz bez zdjęć. Potem trudno było zdecydować, czy zamieszczać zdjęcia z opóźnieniem - licząc, że ktoś jednak je zobaczy - czy też dodawać zdjęcia przy okazji kolejnego wpisu. A tak, zdjęcia na stronie Crossu zaczęły pojawiać się od wczoraj, dziś już nowa porcja, więc mogę pisać i ilustrować fotografiami. 

Jeśli chodzi o mój udział, to jak pisałam wcześniej, był on raczej przypadkowy. Nie zapisywałam się specjalnie, ale kiedy okazało się, że jest "pakiet do wzięcia", pomyślałam, czemu nie? Ale bez spinania, raczej treningowo. Pakiet udało się przepisać, a mnie pobiec jako pani Agnieszce a nie panu, co w niektórych przypadkach miało miejsce. Mało tylko brakowało, a nie pobiegłabym wcale. Raz na jakiś czas to mi się zdarza, że jadę na zawody i niby wiem, gdzie, a jednak nie wiem. Czasem uda się, jak w Suchym Lesie, kiedy to dojechałam wprost do celu, tzn. do startu, ale chyba częściej nie udaje się. Nie wiem w sumie, jak często. Nie prowadziłam nigdy takich statystyk. Zgubiłam się kiedyś na miejsce startu Pogoni za Wilkiem. Szczęśliwie to nie było w dniu zawodów, tylko tydzień przed. A na bieg dojechałam dwie godziny przed czasem. Spóźniłam się za to na bieg organizowany również przez Luboński Klub Biegacza, czyli na Bieg Niepodległości. Też nerwów wtedy sporo, a ostatecznie na linii startu znalazłam się jeszcze kiedy zawodnicy hymn śpiewali. Na poznański półmaraton też kiedyś biegłam, ale to z powodu kolejek do toalety później ledwo zdążyłam na start. W każdym razie wczoraj dojechałam do Owińsk, ale nie miałam pojęcia, gdzie Dziewiczej Góry szukać. Zjazd na górę oznakowany był w Czerwonaku. No to pokrążyłam moim "terenowym" autem tak, że prawie wjechaliśmy na tę górę. Miejsca startu i tak nie znalazłam. Zaczęłam kombinować szybko, kto ze znajomych mógłby wiedzieć, no i dzwoniłam. Gorzej, że w tej lokalizacji zasięg słaby i nawet z tym było trudno. Ostatecznie po kilku telefonach, konsultacjach (nawet nie wiem, z jakim tubylcem rozmawiałam), dotarłam do Biura Zawodów. Była godzina 9.45. Biuro miało być zamknięte po 9.30, ale szczęśliwie, może przez to, że tylko pod zadaszeniem było, nikt go nie zamknął i pakiet można było spokojnie odebrać. Co do samego startu, który zaplanowano na 10.00, rozpoczął się o 10.12, a to i tak na dochodzenie. Ja z numerem 86, więc miałam sporo czasu... 


Zdjęcie z przodu, zdjęcie z tyłu...

A przed biegiem jeszcze rozgrzewka, ale taka w stylu aerobikowym, więc niektórzy zrezygnowali...



No i szczęśliwie udało się wystartować. Szczerze mówiąc, po bieganiu w górach, tutaj też oczekiwałam jakichś większych podbiegów. Nie żeby mi jakoś bardzo zależało. Może moja wyobraźnia za bardzo pracowała i to widać było przed startem, kiedy znajomy biegacz mi mówił, że mam się nie denerwować. A mnie się wydawało, że będzie bardzo pod górę. Pewnie trzeba było sprawdzić profil trasy. 


Ale to nie był przecież żaden maraton dawno zaplanowany z marzeniami o życiówce. Tam też nie po puchar się wybrałam, tylko z innych powodów. Podbieg na sam szczyt rzeczywiście solidny. 



A tam upragniona woda i potem przyjemne zbiegi, chociaż trzeba było uważać i się nie stratować nawzajem.

Nic się nie ukryje :)

Garmin oszalał na trasie i pokazywał zupełnie co innego, ale kilometry na szczęście były oznaczone. Poza tym akurat to, ile km ma trasa wiedziałam. A niektórzy oczekiwali mety po 10 kilometrze... W końcówce udało mi się trochę przyspieszyć. Wynik nierewelacyjny, ale nie zakładałam żadnego. Podziwiałam widoki, chociaż na samej górze trochę za krótko przebywałam, żeby się rozejrzeć.



Na mecie pakiet pobiegowy: oprócz medalu tradycyjnego, medal drugi, czyli paczka owsianki - zawieszana na szyi razem z medalem pierwszym. Do tego dla wszystkich sałatka i butelka wody z informacją, że to nie jest główne danie, bo można odebrać jeszcze ciepły posiłek. 
Po jedzeniu dekoracja zwycięzców i losowanie nagród. Za pierwsze miejsce - zestaw sprzątający. Ciekawsze rzeczy można było wylosować - Mercedesa zwłaszcza, a do tego różne kupony, bony i talony....

niedziela, 28 czerwca 2015

O Parkrunie przed crossem

Z opóźnieniem, zwyczajowym ostatnio, ale ja nie piszę tak szybko jak inni znajomi blogerzy nie tylko szybciej zamieszczający relację, ale jeszcze szybciej ode mnie biegający. Widać, że moje ostatnie bieganie przysparza niektórym ostatnio sporo radości. Cieszą się, że mogą mnie wyprzedzić. A ja nie rozumiem, z jakiego powodu ta radość? Jeśli z biegania, to pojmuję, ale z powodu wyprzedzenia kobiety? To już chyba nie ma się, z czego cieszyć... Wciąż pamiętam, jak mi ktoś powiedział (oczywiście biegacz mężczyzna), że nie będzie ze mną biegał, bo kobiety wolniej biegają. Miał oczywiście na to teorię ewolucyjną. No z tej teorii mu tak wyszło, a w praktyce to już tak, że podczas ostatniego półmaratonu w Poznaniu przybiegł 15 minut po mnie. Oczywiście miał wytłumaczenie, że ma problemy z kręgosłupem. A ja też mam: z kręgosłupem, z łydką prawą i kolanem lewym. A prawe kolano ostatnio zdarłam i też dokucza. To tyle dla tych, którzy się o mnie martwią. To oczywiście żarty takie. Naprawdę dziękuję Osobom, które pytały mnie wczoraj, czy w porządku wszystko. A ja sobie biegam tak ostatnio: trochę szybciej, trochę wolniej... i raczej to drugie. Generalnie bez żadnego planu. Ale program startów jesiennych przygotowany, więc niedługo się skończy to luzowanie. Choć nie obiecuję, że będę szybko biegać, ale bardziej przemyślanie. To, że nie zabrałam Fraszki na ostatni Parkrun zaplanowane nie było, tylko takie zrządzenie losu, że nie dało rady, a może trochę by wybiegała dla mnie, bo mnie ciągle za gorąco. A ona dzisiaj pretensje wielkie miała, bo nie pobiegała. Na Kejterówkę, która wczoraj i dziś na Cytadeli też musiałam się wybrać sama. Wszystko odbijemy sobie w Bydgoszczy...
Dziękuję za osobiste gratulacje z okazji otrzymania pucharu. No tak, bo wyniku nie ma co gratulować. Przy okazji informuję, żeby mnie w żadne pary biegowe, a tym bardziej pozabiegowe nie łączyć, bo ja  w parze tylko z Fraszką, co widać na załączonym obrazku:


czwartek, 25 czerwca 2015

O uzależnieniu od biegania

Mogę sobie wiele razy powtarzać, że już mam dosyć, że już nie będę biegać, że muszę sobie zrobić przerwę. Z tego niebiegania nie wychodzi nic, a z przerwy też niewiele. Na tę przerwę od biegania czekam już od maratonu, po którym miałam odpoczywać przynajmniej 2 tygodnie. I co z tego wyszło? Dwa dni później już biegałam. No i tak to trwa. Oczywiście nie przeszkadzają żadne bóle i kontuzje. Nawet rower zepsuty i nie można pojeździć, no to znowu trzeba biegać... W tym tygodniu biegam z Fraszką - w końcu startujemy razem w Biegu z Łapką. Fraszka nastawiła się na puchar, tak jak ja na życiówkę w Bydgoszczy. Efekt zapowiada się podobny. Ostatnio trening też fatalny, bo wylądowałyśmy w błotku. Dzisiaj trochę lepiej, ale tempo raczej słabe, a poranek chłodny, więc nie ma powodów do wytłumaczeń. Trochę przyspieszenia na widok innego biegającego psa. Dziś tak od rana: przed nami pani z owczarkiem niemieckim, a ja za nimi z Frachą. Ludzie patrzą na nas i myślą, co też ludzie na tej wsi z psami teraz biegają. Jeszcze trochę i do budy się z nimi przywiążą? Ale nie. Teraz wszystkie pieski domowe, a nie budowe. Chociaż u mnie stara buda stoi na podwórzu i Fraszka bardzo ją lubi...
Dalej, kiedy już rozdzieliłyśmy się z panią i jej owczarkiem, tempo znowu nazwałabym "konwersacyjne", ale to by o mnie źle świadczyło, no to może rekreacyjne. W pewnym momencie nagle przyspieszenie z 5.50 do 4.57 i po chwili już wiem, dlaczego, bo przed nami trzy sarenki. Niestety biegły w przeciwnym kierunku, więc walka z Fraszką, żeby jednak wróciła na trasę. I dalej doczłapałyśmy do domu, choć na końcu trochę ćwiczyłyśmy przyspieszanie. W sumie wyszło nieco ponad 10km. Plus jest taki, że lepszy jest taki dzień, co się od 10km wybiegania zaczyna. Agnieszka szczęśliwsza i Fraszka radośniejsza. 
A co do uzależnienia od biegania, to podobno 12 objawów:

12 objawów uzależnienia od biegania

Ja oczywiście mam wszystkie, bo
1/6. Ostatnio w szafie więcej ciuchów biegowych niż jakichkolwiek innych.
2. Zawsze żałuję, że to nie ja biegnę, chyba że jestem po długim treningu.
3. Bieganie wakacyjne to normalne, nawet w Petersburgu.
4/5. Jaka impreza? No, chyba że wesele, a ostatnio jak w piątek było, to w sobotę i tak Parkrun obowiązkowo.
7. No tak - bieganie z każdej okazji jest dobre.
8. Kto nie słyszał, jak mówię o bieganiu, niech podniesie rękę. :)
9. Kiedyś martwiłam się, że zacznie padać i nie będę mogła biegać. Teraz o tym nie myślę. Czyżby od jakiegoś czasu w naszym kraju deszcz nie padał?
10. Tak, wolę bieganie od wszystkiego innego.
11. Buty wyprane - wczoraj - te, do treningu. Startowe zaczarowane Asicsy przygotowane na zawody.
12. Amen.

A poza tym jeszcze wiele więcej i jeszcze trochę tego, czyli np. uzależnienie od Parkrunu:
1. Jak można iść do pracy w sobotę zamiast na Parkrun?
2. Jak można nie przeczytać wyników Parkrunu w ciągu 10 minut od ich zamieszczenia?
3. Jak można nie wiedzieć, kto wygrał w Parkrunie w Poznaniu?
4. Jak można nie przeczytać analizy wyników na blogu znajomego Biegacza?
5. Jak można nie zrobić analizy wyników w porównaniu z innymi lokalizacjami?

i wiele, wiele innych...

A Fraszka na to: "Jak można nie poszczekać przed startem?"

Jeszcze jakieś objawy uzależnienia o których nie wspomniałam? Na pewno je mam, tylko zapomniałam.

środa, 24 czerwca 2015

O treningach i najbliższych startach

Jakiś czas temu postanowiłam, że nie będę brać udziału w zawodach "byle pobiec", bo mnie to przestało bawić. Zresztą przekonywał mnie do tego znajomy biegacz, który argumentował, że podczas przygotowania do maratonu przebiegliśmy przynajmniej kilka półmaratonów. I to za darmo. Za darmo, a w grupie prawie jak na oficjalnych zawodach. Życiówki też były, bo Endomondo parę razy mi wyliczało nowy PB. Potem, jak się okazało, ta osoba sama startuje w różnych biegach tylko po to, żeby pobiec, a się nie ścigać. Ja na jakiś czas to zarzuciłam. Chyba też ze względu na to, że nie lubię dzień wcześniej podejmować decyzji, że jutro biegnę... Nawet o treningach tak nie podejmuję decyzji. Tzn. jeśli akurat mam ściśle opracowany, ułożony, dostosowany, etc. plan treningowy. A niestety ostatnio tak miałam. Dlatego powypadały mi wszystkie towarzyskie biegi z Grunwaldem, Piątkowem czy innymi grupami biegowymi. Biegałam sama albo z osobami, które dostosowały się do moich założeń. Tak było przed maratonem, a potem przed biegami na 10km i 5km. No może do ostatniego treningu, który trochę "olałam" i pobiegłam z Fraszką, więc nie do końca się udał. Ale wcześniej trenowałam sama i też nie zawsze wychodziło tak, jak chciałam. Czasem chyba trzeba odpuścić...
Tak, jak w zeszłym tygodniu. Po Kamiennej Piątce byłam już zdecydowana, że pobiegnę piątkę także w Suchym Lesie. Wiedziałam, że życiówki nie będzie, więc się nie spinałam. Cały tydzień nie trenowałam, a tylko jeździłam rowerem. W dodatku w sobotę pobiegłam w Parkrunie. No i przynajmniej Sucholeska Piątka bez stresu i już. Chociaż te piątki będą mnie męczyły. Męczą cały czas... i dosłownie i w przenośni. Kiedy wyrkęciłyśmy z Frasią 20.41, a dwa tygodnie później 20.24 wydawało się kwestią czasu zejście poniżej 20 minut. A tu nagle stop! Powtarzam to ciągle, że przez maraton musiałam zacząć wolniej biegać. Teraz wiadomo, że nie pora na życiówki, zwłaszcza takie szybkie. Zatem przerzucamy to na jesień, a właściwie na zimę pewnie dopiero, o ile ślisko nie będzie. Bo na jesień znowu dłuższe dystanse.
Tymczasem, wracając do spontanicznych startów, których nie preferuję, to znowu nagle okazało się, że biegnę. Tzn. może nie tak nagle, bo możliwość pojawiła się jakiś czas temu, ale potwierdzone to zostało dopiero dziś. Zatem w tym tygodniu pora wrócić do treningów. Jeszcze bez żadnej spiny, ale żeby utrzymać formę. No i koniec wakacji z zeszłego tygodnia. Ponieważ za niecałe dwa tygodnie bieg, który zaplanowałam już dawno temu, a mianowicie Bieg z Łapką, to on jest teraz najważniejszy, więc postanowiłam wyciągnąć Fraszkę na bieganie. Nie przeszkodził nam deszcz, za to błoto już tak. Fraszka wyszła z domu bardzo ochoczo, bo przyjemnie 13 stopni. Testowałyśmy nową smycz biegową. Wypadła bardzo dobrze, dopóki nie przewróciłam się w błoto. I wcale Fraszka mnie nie przewróciła, tylko ja sama. I tą smyczą tylko pociągnęłam Frasię za sobą. Fraszka wylądowała w kałuży i spojrzała na mnie z pretensją, po czym natychmiast próbowała mnie pociągnąć i podnieść. Ze mną nie było tak łatwo, bo kolano sobie zdarłam i teraz już nie tylko jedno kolano boli, ale dwa... Zamiast biec dalej, jak zakładałam, postanowiłam zawrócić. Zamiast 10km wyszło 6. Ale może dobrze, bo ja w kiepskim stanie, jakoś doszłam do siebie. Z Fraszką trochę gorzej, bo wcale jej się nie chciało biec. Postanowiłam poćwiczyć z nią przyspieszanie na końcu, ale ciężko nam to szło. Fraszka chciała pojechać do Bydgoszczy po pucharek, ale chyba jej się nie uda...
W niedzielę sama pobiegnę Cross na Dziewiczą Górę, więc to dzisiaj takie małe przygotowanie. Bardzo dziękuję Osobie, która sprezentowała mi pakiet startowy. :) :) :)
Poza tym pomału planuję już konkretne starty na jesień, ale o tym później.

wtorek, 23 czerwca 2015

Przegląd najlepszych wyników w biegach organizowanych w ramach Parkrun w Polsce 20 czerwca 2015

Dzisiaj tradycyjnie, czyli jak zawsze - raz w tygodniu - czasem we wtorek, czasem później - analiza wyników parkrunowych. Chociaż w sumie nie analiza, tylko takie tabelki do przejrzenia. Widzę, że te wyniki to posty, na które najmniej osób zwraca uwagę, ale jak już zaczęłam to robię, licząc, że co jakiś czas mój wynik się w tej tabelce znajdzie. :) Mówiłam już kilku osobom, że mnie na najbliższym Parkrunie nie będzie. Ale chciałabym bardzo się jednak zjawić i przede wszystkim pobiec, więc robię, co mogę, żeby jednak dotrzeć. :) Dodatkowo motywuje mnie myśl, że jeśli teraz nie opuszczę żadnego biegu, to 25 lipca będę miała 50 bieg w ramach Parkrun. :)


Najlepsze wyniki na Parkrunie w Polsce 20 czerwca 2015 – mężczyźni
1
Wrocław
15.55
2
Warszawa-Ursynów
16.29
3
Gdynia
16.29
4
Gdańsk
17.19
5
Warszawa-Praga
17.27
6
Kraków
17.28
7
Łódź
17.29
8
Łódź
17.35
9
Warszawa-Praga
17.39
10
Kraków
17.41
11
Leszno
17.43
12
Kraków
17.49
13
Warszawa-Żoliborz
17.56
14
Warszawa-Żoliborz
17.57
15
Warszawa-Praga
18.03
16
Leszno
18.03
17
Pruszków
18.12
18
Gdańsk
18.12
19
Warszawa-Ursynów
18.13
20
Kraków
18.17
21
Kraków
18.22
22
Leszno
18.25
23
Gdańsk
18.25
24
Cieszyn
18.26
25
Cieszyn
18.28
26
Warszawa-Praga
18.31
27
Warszawa-Praga
18.35
28
Bydgoszcz
18.36
29
Poznań
18.39

Najlepsze wyniki na Parkrunie w Polsce 20 czerwca 2015 – kobiety
1
Gdańsk
19.55
2
Konstancin-Jeziorna
19.56
3
Gdańsk
20.01
4
Kraków
20.56
5
Kraków
21.19
6
Rumia
21.20
7
Warszawa-Praga
21.21
8
Pruszków
21.46
9
Kraków
21.49
10
Kraków
22.15
11
Leszno
22.16
12
Poznań
22.25

Okazuje się, że pogoda dopisała na tyle, że w całej Polsce Parkrunnerzy szybciej pobiegli. A u nas „rekreacyjnie”, bo wieczorem Nocny Bieg Świętojański, a w niedzielę Sucholeska Dycha albo Piątka…

MOJE REKORDY

MOJE REKORDY

Turystyka parkrunowa

Turystyka parkrunowa