sobota, 30 maja 2015

O Parkrunie oraz o odwróconym Parkrunie, czyli o biegających urodzinach Fraszki

Dzisiaj tradycyjny sobotni Parkrun. Wczoraj minęły dwa miesiące od ostatniej życiówki - mojej i Fraszki. Na jej poprawienie czy choćby wyrównanie się kompletnie nie zapowiadało. Jak już wspominałam jakiś czas temu - wysoka temperatura nam nie sprzyja. Chociaż dzisiaj - z innych powodów - dobrze, że było tak ciepło. Z powodu ciągle dokuczającego bólu kolana wiedziałam, że i tak nie będę szaleć. Powinnam zacząć, jak znajomy Bloger "podziwiać widoki" a nie myśleć o życiówkach. Poza tym męczyły mnie ostatnio problemy żołądkowe, więc dzisiejszego poranka nie czułam się najlepiej. Fraszka, podobnie jak przed tygodniem, wcale nie miała ochoty na bieganie. Ba, nawet wstać nie chciała. Jakoś tak jej się poprzestawiało, że buszuje do zmroku, a rano nie chce się obudzić. Kiedy ja wstałam, ona zwlokła się z posłania tylko po to, żeby się posilić. Ponieważ przed bieganiem dostaje tylko posiłek w płynie, niewiele zjadła. Za to zdewastowała pusty pojemnik po psim pasztecie. Ani myślała o tym, żeby wyjść na dwór. Wygoniłam ją w końcu przed ósmą, kiedy już trzeba było się zbierać, żeby zrobiła co trzeba przed biegiem, a nie w trakcie. Trochę się ożywiła i sama ochoczo wskoczyła do auta. 

Na Cytadeli, na widok znajomych biegaczy i ich dzieci, które pojawiły się dziś z okazji Dnia Dziecka, rozbrykała się na dobre. Widać jednak było, że gorąco jej. Wiedziałam, że i tak będzie chciała wystartować na maksa. Obawiałam się trochę tego startu, żeby mnie za bardzo nie pociągnęła i udało mi się ją wypożyczyć na dzisiejszy bieg. Wydawało się, że pobiegnie beze mnie, bo minęła mnie, jakby nie zwracając uwagi. Ale chyba jakoś nie dostrzegła w tłumie, bo potem zawróciła i biegnąc przede mną, cały czas obracała się do tyłu. Dlatego ostatecznie biegłyśmy prawie razem.


Po Parkrunie bieg z okazji Dnia Dziecka. Pociechy przebiegły 333 metry i zostały nagrodzone cukierkami oraz dyplomami. A potem już główny punkt mojej dzisiejszej bytności na Cytadeli, czyli Bieg Urodzinowy Fraszki.


 Jeśli dobrze policzyłam, to w biegu uczestniczyło (mniej lub bardziej) 13 osób i jeden pies.
 
Bieg odbył się trasą Parkrunu, tylko że w odwrotną stronę. Fraszka trochę się zakręciła, ale nic dziwnego, skoro jej pani błądzi nawet na trasie w normalnym kierunku. Każdy uczestnik, który miał ochotę, mógł przez kawałek pobiec z Fraszką i poczuć jej ciągnięcie, którego niektórzy tak mi zazdroszczą. Fraszka nie gnała tak bardzo, jeśli ja byłam z tyłu. Wychodzi na to, że jednak się przywiązała i najbardziej lubi biegać ze mną. Za to pociągnęła pod górkę jedną osobę - na moją wyraźną komendę. Ktoś na widok ciasta, które upiekłam powiedział dzisiaj: "Ale ty musisz ją kochać". 



No cóż, chyba kocham, bo to jedyna istotka, która zawsze cieszy się nie mój widok. :) A ciasto i tak nie było dla niej, tylko dla gości. A gości więcej niż na moim biegu urodzinowym, to chyba musi być bardziej lubiana. :) 



Na koniec wręczenie medali i śniadanie po Parkrunie. Śniadanie także w biegu, bo wszyscy zabiegani tacy...

Dziękuję wszystkim za bieg, obecność i upominki dla Fraszki. Wszystkie smaczki już spałaszowane.
A na koniec filmik, który miał być odtworzony dzisiaj, ale z powodu tego zabiegania właśnie nie było na to czasu.

video

piątek, 29 maja 2015

O wolnym bieganiu oraz przypomnienie o biegu urodzinowym Fraszki

Czytam sobie moją nagrodę, pt.: "Bieganie 80/20. Zwolnij na treningu, by przyspieszyć na zawodach". Nie wiem, czy metoda opisana w tej pozycji jest bardzo twórcza. Ciekawe rozważania autora na temat tego, jak różni zawodnicy przygotowywali się do startów. Tzn. na początku zwiększano kilometraż, a potem wymyślono, czy raczej odkryto metodę interwałową. Był nawet jeden biegacz, który tylko taki sposób uznawał i biegał coraz dłuższe dystanse tylko interwałami. Okazało się jednak, że w pewnym momencie to przestało zwiększać jego prędkość. I tutaj pytanie: czy metoda przestała działać, czy może on osiągnął już maksimum swoich możliwości związane też na pewno z wiekiem. 
Autor zaleca więcej wolnych wybiegań i to takich określanych, jako niemęczące. Podaje różne poziomy intensywności biegu. Są one jednak zapisane bardzo subiektywnie. Np. tempo skrajnie wyczerpujące, to takie, które w moim odczuciu mogę utrzymać jeszcze przez najwyżej minutę, tempo mniej wyczerpujące to takie, które mogę utrzymać jeszcze przez 3 minuty, itp. Może nie powinnam analizować tej książki nim dobrnę do końca, ale chciałam tak zacząć na gorąco. Przed rozpoczęciem treningu sposobem 80/20 przez tydzień powinno się biegać bardzo wolno. Żeby się nie dłużyło, to należy rozpocząć od krótkich odcinków i przyzwyczaić organizm do takiego wolnego biegania. Wolnego, czyli na granicy marszu, tj. ok. 8.10 min - 1km. Nawet nie wiedziałam, że można tak wolno biegać, dopóki podczas odpoczynku po ostatnich interwałach nie zwolniłam do 7.30. A wcześniej "odpoczywałam" w tempie 5.40. No to widać różnicę. I interwały też mogą być wtedy szybsze. 
Dużo różnych badań przeprowadzono, żeby pokazać, że jeśli 80% treningów będzie tzw. lekkich, a 20% intensywnych, to progres będzie większy niż w przypadku innych proporcji. Wciąż brakuje mi informacji, co to trening lekki. To chyba wszystko bardzo subiektywne. Biegacze trenują zwykle na poziomie średnim, czyli umiarkowanym, bo to trzeba wolniej niż na zawodach, ale przecież nie można za wolno, bo jakby to wyglądało. Ale już przynajmniej potwierdzona wiedza, że długie wybiegania np. przedmaratońskie przekładają się na lepsze wyniki na krótszych dystansach. Szukam dalej odpowiedzi, na pytanie, dlaczego tak się dzieje. Może znajdę w dalszej części książki.

Na koniec przypomnienie:
Jutro po Parkrunie Urodzinowy Bieg Fraszki
Początek o godz. 10.00. Medale gwarantowane dla osób 
wcześniej zgłaszających chęć uczestnictwa.
Ponadto po biegu poczęstunek, czyli  Śniadanie na Trawie :)
Ja zapraszam, a Fraszka szykuje ciasto.


"Przypominam, że jutro biegamy"

czwartek, 28 maja 2015

O wizycie w Reh-Medzie

Z powodu bólu w różnych częściach ciała, wybrałam się w końcu do Reh-Medu tak zachwalanego przez znajomego Blogera. Ponieważ, ostatnio dokuczały mi i nogi, i plecy, więc na początku zostałam całościowo potraktowana maszyną Salus-Talent. Tzn. najpierw kolana i okolice, a potem plecy właśnie. Zabieg wydał mi się tym razem bardziej przyjemny niż za pierwszym razem. Może przestałam być tak wrażliwa na indukcję magnetyczną. A może tym razem dobrze dopasowałam sobie intensywność, która przy tym sprzęcie jest bardzo subiektywna. Dlatego zmieniałam przy każdej części ciała i było dobrze. Po tej części wizyty jeszcze masaż pleców, które zmęczone skrajnościami: bieganiem albo siedzeniem, więc bardzo im się przydało takie potraktowanie. Wyszłam po godzinie odnowiona. Żeby jakiś efekt od razu nastąpił, to nie napiszę. Czekam na opóźnioną reakcję organizmu. W każdym razie samo odczucie bardzo pozytywne. Masaż zawsze się przyda. A i zapłaciłam, jak było "ustalone z Szefem", czyli wiadomo kim. :)

Po wizycie dziś trochę lepiej, więc poszłam pobiegać w końcu. Głód biegowy i interwałowy. Podobno "pięknie" było. ;)

środa, 27 maja 2015

Fotorelacja z wycieczki rowerowej

Ponieważ nadal bez biegania, jeszcze krótka fotorelacja z niedzielnej wycieczki rowerowej. Z podziękowaniem za wspaniałe zdjęcia :)




Do startu....gotowa...

Start!
A po biegu trzeba się napić

wtorek, 26 maja 2015

Najlepsze wyniki w Parkrunie w Polsce 23 maja 2015

Najlepsze wyniki w Parkrunie w Polsce 23 maja 2015 - mężczyźni


1
15.59
Bydgoszcz
2
16.28
Cieszyn
3
16.48
Gdańsk
4
16.54
Opole
5
16.59
Opole
6
17.10
Opole
7
17.21
Gdańsk
8
17.28
Kraków
9
17.39
Gdańsk
10
17.40
Warszawa-Praga
11
17.41
Opole
12
17.45
Cieszyn
13
17.47
Kraków
14
18.00
Kraków
15
18.07
Cieszyn
16
18.07
Szczecinek
17
18.13
Warszawa-Ursynów
18
18.18
Poznań





















Najlepsze wyniki w Parkrunie w Polsce 23 maja 2015 – kobiety

1
19.33
Konstancin-Jeziorna
2
20.31
Kraków
3
20.44
Cieszyn
4
21.10
Gdynia
5
21.11
Poznań

Analiza czasochłonna w przypadku Panów, którzy u nas tym razem trochę wolniej pobiegli i zostali wyprzedzeni przez mężczyzn z innych lokalizacji.

poniedziałek, 25 maja 2015

Mała odmiana, czyli rowerowo, bez biegania

Tak bardzo nie chciało mi się biegać ostatnio, że chyba mnie coś pokarało. W sobotę niby wszystko dobrze, chociaż Cytadela nie tak życzliwa dla mnie jak w marcu, ale w miarę w porządku. Dopiero po południu poczułam skutki ostatniego Parkrunu, tzn. ból w lewym kolanie. Podczas spacerowania niespecjalnie dawał się we znaki, ale wieczorem było już gorzej. Podobnie wczoraj rano, na kiedy to miałam zaplanowany trening biegowy. No i nic z tego. Pomyślałam, że jak odpuszczę jeden raz, to się nic nie stanie. Ewentualnie przerzucę na poniedziałek rano. A wczoraj wsiadłam na rower i wybrałam się na wycieczkę. Podczas jazdy na rowerze kolano nie bolało. Tylko trochę inne części ciała. Cel wycieczki na początku nie był sprecyzowany. Pomysłów pojawiło się kilka. Przede wszystkim, żeby odwiedzić miejsca, w których odbywają się biegi. Czyli w grę wchodziły: Kostrzyn i Tarnowo Podgórne. Do Kostrzyna trochę blisko, a poza tym, w Tarnowie jednak więcej znajomych biegło. Zatem cel został ustalony. Gorzej było z trasą. Najkrótsza prowadziła przez Poznań, a to średnia przyjemność jechać rowerem przez miasto. Trasa została więc zmieniona, ale za to też wydłużona. Czasu niby dużo, żeby od rana na 14.00 do Tarnowa zdążyć. Ale okazało się, że jednak za mało.Może dlatego, że trasa było bardzo "naokoło", ale za to bardzo urozmaicona.


Jeśli ktoś chciałby potrenować niekoniecznie podjazdy, ale może podbiegi, to droga nad jeziorem Dymaczewskim doskonale się do tego nadaje. 



Do Tarnowa nie udało się dojechać przed 14.00, ale za to trafiłam na zakończenie biegu "Elegant na 5" w Mosinie. Słyszałam o tych zawodach już jakiś czas temu. Nie myślałam o uczestnictwie. Głównie dlatego, że teraz mam zaplanowane 5km w Bydgoszczy. 




Za rok zobaczymy. Na razie zapisałam się na Forest Run. 50 kilometrów...

sobota, 23 maja 2015

Biegowa sobota

Dzisiaj miał być ten dzień, ale już od rana wszystko wskazywało, że jednak nie... Przede wszystkim było bardzo gorąco. Wiem, że 17 stopni to obiektywnie nie jest dużo, ale dla mnie i mojego biegającego psa - stanowczo za ciepło. Sny dzisiaj znowu interesujące, ale tym razem zamiast biegania były psy. Dwa psy. Fraszka i jeszcze jeden. Bardzo mały i włochaty. Chyba nie miał biegać. W drugim śnie był fitness i ogromne kolejki. Nie pamiętam do czego.

Z moich ostatnich snów, dziś sprawdziły się kolejki. Kolejki do skanowania na Parkrunie i kolejki na dmuchany statek dla dzieci na Kids Run. O życiówkach cichosza... Ale, jak wspomniałam, gorąco dzisiaj było. Życiówki z Fraszką trzeba odłożyć "na zaś", czyli na jesień pewnie. Myślałam o tym, żeby jej nie zabierać za tydzień, bo się znowu zmęczy, ale przecież za tydzień jej urodzinowy bieg. Zatem zjawić się musi. Dziś leniwie wstała. Ledwie się wygrzebała, żeby coś przekąsić. Dziś śniadanie w płynie, a sucha karma dopiero po biegu, więc wylizywała długo miskę. Potem tradycyjnie wyszła na dwór, ale szybko wróciła i zastukała mi do okna, że chce wejść do domu. Zamiast podskakiwać z radości na podwórku, jak zwyczajowo robiła w soboty rano, dziś wgramoliła się do legowiska i ułożyła do snu. Widać było, że coś nie tak. Potem się ożywiła. Najbardziej oczywiście na widok znajomych biegaczy na Cytadeli. Nahałasowała znowu, ale ja wszystkie komunikaty usłyszałam. Dziś przy okazji Parkrunu trochę dłużej nam zeszło, bo odebrałam wygraną kawę. A potem jeszcze Kids Run na Śródce.

piątek, 22 maja 2015

Znowu sny o bieganiu

Tak pisałam, że niby nie lubię tego Parkruna lub też tej Cytadeli. A dziś śniła mi się życiówka na Parkrunie na Cytadeli właśnie i czego chcieć więcej? Sen był bardzo wyrazisty i przejrzysty. Widać, że zamarzyło mi się jeszcze wygrać, jak to niektóre panie w innych lokalizacjach potrafią. W moim śnie wprawdzie nie wygrałam. Biegłam cały czas pierwsza (bez Fraszki) i oglądałam się do tyłu, ale nikt mnie nie doganiał. Potem znów patrzyłam do przodu, bo jeszcze bym pomyliła trasę i co wtedy? Dalej koszmar, bo na ostatniej prostej dogonił mnie jakiś mężczyzna. Nie zmieniło to faktu, że ustaliłam nowy rekord życiowy. Pamiętam doskonale, jaki był, ale jest tak nierealny, że nawet nie wpiszę tutaj. Tzn., to drugie miejsce też nierealne. Ale gdybym taki wynik osiągnęła, to nawet pierwsze. Może mało osób tam biegło, bo nikogo oprócz tego pana, co mnie wyprzedził, we śnie nie widziałam. ;)

Takie urojenia senne. Ciągle mnie ktoś goni i wyprzedza albo kogoś trzeba gonić i wyprzedzać. Teraz tak to wszystko szybko wygląda. Jak wspominałam kiedyś, ja szybko biegać nie lubię, więc to dla mnie męka straszna. Muszę zapytać Trenera, kiedy planuje jakiś urlop, to ja sobie też odpocznę. ;)

czwartek, 21 maja 2015

Bieganie jednak się przydaje

Ktoś mądry próbował mnie ostatnio przekonać, że bieganie dobrze wpływa i się przydaje. Jakoś nie dowiedziałam się jednak, na co konkretnie wpływa i do czego się przydaje. Dziś sprawdzałam empirycznie, kiedy musiałam dostać się na Dworzec PKP z odległości ok. 1,3km. Mapa Google pokazuje, że zajmuje to jakieś 17 minut pieszo. Mnie do odjazdu pociągu pozostało minut 10. No to co innego można zrobić jak tylko pobiec? Pewien blogger opisywał, jak to biegał z paczką psiej karmy. A ja miałam tylko torebkę. To nic, że w sukience i balerinach. Pobiegłam. Wyprzedziłam nawet profesjonalnego biegacza, tzn. takiego w stroju sportowym. Wpadłam na peron 4 minuty przed odjazdem pociągu. 

Czyli na coś te treningi się przydały.

Dzięki, Trenerze, za te interwały. :)


do tego spóźnione podziękowania za maraton cały. :)

środa, 20 maja 2015

Biegowe tematy wszelakie

Wczoraj napisałam, że nie będę wspominać o treningach. Dzisiaj może wspomnę, ale tylko trochę. Po maratonie zmieniłam diametralnie plan treningowy. Taka sama pozostała liczba treningów w tygodniu, bo przestawiłam nawet dni, żeby nie biegać w tygodniu dwa dni pod rząd. Bieganie krótsze, szybsze i - ja na razie - zupełnie mi nie odpowiada. Ale może to dlatego, że zrobiło się za ciepło. Wczoraj nawet wieczorem było 20 stopni. To nie jest temperatura dla mnie, a na pewno nie dla Fraszki. Niektórzy się ucieszą, że bez psa będę biegać.


Parkrun 16 maja 2015 fot. A. Kasperska
Tymczasem znów nie lubię biegać ani na Cytadeli, ani nigdzie indziej...

wtorek, 19 maja 2015

O Fraszce, która jeździła pociągiem i autobusem

Kolejny dzisiaj wpis, jak ktoś na pewno zauważy. A miał być wcześniej, bo wczoraj nie było żadnego. Trochę z mojej winy a trochę z powodów buntu rzeczy martwych. Od wczorajszego wieczoru nie mogłam otworzyć strony bloga. Ale dziś już jest, więc nadrabiam zaległości. O treningach na razie pomilczę, bo musiałabym napisać coś niemiłego... Jeszcze raz tylko odpowiem Pawłowi, że z Pogoni za Wilkiem nici w tym roku podobnie, jak w poprzednim. Biegłam za to w pierwszej edycji tych zawodów. Był to mój pierwszy zarejestrowany bieg na tym dystansie, chociaż to tylko około 10km, a nie równe 10. W każdym razie, wspominam jak najlepiej i pewnie kiedyś w końcu uda mi się ponownie. Tymczasem nauczyłam się już trochę cierpliwości i wiem, że "co się odwlecze, to nie uciecze", "co ma wisieć, nie utonie", a kto ma biegać, ten pobiegnie. 

A dziś krótka fotorelacja z pierwszej podróży Fraszki środkami komunikacji publicznej. Tak ją rozpieściłam wożeniem autem (kiedyś jechała też taksówką ), że teraz pociąg i autobus, to były dla niej straszne potwory. Najpierw pociąg narobił takiego hałasu, że nawet nie było sensu go obszczekać. A wejść do niego? Nie ma mowy. 


Wtargałam ją do środka, choć przy okazji spadł jej kaganiec, który musiała mieć, zgodnie z przepisami. Jeśli chodzi o przepisy, to właśnie w pociągu kaganiec obowiązkowy. 

Poza tym konieczna opłata 4,50zł. Na szczęście ktoś mnie widział, jak próbuję wsiąść z Fraszką, więc pociąg nie ruszył bez nas, ale za to od razu potem przybiegł pan skontrolować bilet, choć na tej trasie rzadko mi się to wcześniej zdarzało.





W autobusie MPK w Poznaniu psy biletów mieć nie muszą, ale kaganiec również obowiązkowo, a dodatkowo zaświadczenie o szczepieniach. 



Niestety, do autobusu Fraszka też nie chciała wsiąść, a kierowca nie poczekał. Do kolejnego wniosłam ją jak do pociągu. I znów kontrola biletów...

 
Droga powrotna już sprawniejsza, bo wiedziałam, że Fraszka sama nie wsiada, tylko ciągnie jak na Parkrunie, tyle że w drugą stronę. Aha i ruchomymi schodami też nie jeździ...

MOJE REKORDY

MOJE REKORDY

Turystyka parkrunowa

Turystyka parkrunowa