czwartek, 14 sierpnia 2014

Powrót do starej dobrej metody biegowej

Inaczej bieganie w starym stylu. Ale w sumie w starym moim stylu. I przede wszystkim skutecznym.
No ale też przede wszystkim bez Fraszki. Ponieważ, kiedy dawno temu biegałam, to jej jeszcze nie było, a po drugie dlatego, że pomimo jej chęci, chyba nie byłaby w stanie pokonać ze mną 20 km...
Na tyle się dziś zdecydowałam. Chociaż skończyło się na 19,56 km, to i tak jestem bardzo zadowolona.  :)
Przede wszystkim dlatego, że cały ten "odcinek" udało mi się przebiec. Bez zatrzymywania i bez "dochodzenia". Super, naprawdę, bo ostatnio nawet po 10 km bywałam zmęczona. Teraz oczywiście też jestem, ale bardzo pozytywnie. Kryzysy oczywiście były, co widać podczas analizy tempa, które zmieniało się diametralnie. Może to zależało od trasy? A może od myśli: "Jak chcę pokonać maraton, skoro umieram po niecałej połowie?".
Ale nie umrę i żyć będę. :)
Bieganie z wodą i muzyką przede wszystkim. Świetnie. :)



To tyle o bieganiu. Temat główny. Ach, zapomniałam wspomnieć, że na pewno pomogła mi pogoda, bo padał deszcz i się ochłodziło. To sprawiło, że wychodząc po 11.00 mogłam biegać w temperaturze 18 stopni (ostatnio wieczorami było ok. 25). Wracałam już, kiedy ociepliło się do 24, ale i tak przyjemnie. Lekki wietrzyk i delikatne muśnięcia słoneczka...


Fraszka dziś odpoczywa po wczorajszym bieganiu. Co nie zmienia tego, że bryka... Wciąż konsekwentnie nie wpuszczam jej do łóżka. :)

środa, 13 sierpnia 2014

Pierwsze "interwalenie" z Fraszką

Fraszka obudziła mnie dziś o świcie próbując wgramolić się do łóżka. Nie pozwoliłam jej na to
wciąż pozostając poza 90% właścicieli psów, którzy psom na to pozwalają i się do tego przyznają oraz poza 10%, którzy też to robią, ale się nie przyznają. Ja jestem poza... może poza "właścicielami psów"... nie wiem, jak to liczyć.
Konsekwencja była taka, że ja musiałam wyjść z łóżka.

No to po szybkim śniadanku wybrałyśmy się na trening. Spakowałam wcześniej wodę i smaczki
dla Fraszki. Dla mnie tylko wodę...
Potem walczyłam pół godziny, żeby chciała pójść w ogóle, bo ona bardzo nie lubi chodzić po asfalcie
i chodniku. Niestety najbliższy las w odległości 1 kilometra. A taki, w którym można pobiegać to nawet 2 kilometry. Dotarłyśmy tam po około 40 minutach.

Nie wiedziałam, czy dziś też będzie taka grzeczna, żeby bez smyczy biegać, ale okazało się, że w miejscach, w których nie czuje się pewnie, trzyma się mnie i nie ucieka.

Pokonałyśmy najpierw biegiem 1,39 km z prędkością 5.58/km. Wow. Potem było trochę wolniej. Myślałam już, że się bardzo zmęczyła, więc zostawiłam ją z wodą i smaczkami. A wtedy zaczęła wyć niesamowicie, że pobiegłam bez niej. No i musiałam wrócić po 300 metrach. Pobiegła jeszcze raz ze mną 1,43 km. W sumie pobiegała ponad 4 km, a ja niecałe 5. Na więcej nie było szans, bo to przecież pierwszy długi trening, a musiałyśmy jeszcze wrócić do domu.

Razem ze spacerem wyszło ponad 9 km. No i teraz Fracha szczęśliwie wygląda tak:



Jak się uda, tzn. jeśli mnie wypuści, to zrobię jeszcze po południu jakąś szybką piątkę.

wtorek, 12 sierpnia 2014

Parę informacji na początek

Witam wszystkich serdecznie na moim blogu!

Oczywiście nadal bardzo nie lubię słowa "witam", aczkolwiek w tym wypadku jest ono
jak najbardziej dozwolone. No bo przecież witam jest zarezerwowane dla gospodarza
witającego gości. W tym wypadku Gości, więc jak najbardziej pasuje. :)

Będę pisała o tym, co w nazwie, czyli o Fraszce - suczce obecnie 10 tygodniowej,
bieganiu, bieganiu z Fraszką oraz o socjolekcie biegaczy, czyli w sumie większość o bieganiu.
Pewnie pojawi się też trochę innych kwestii językoznawczych, no i filozoficznych.
Ale nie będę ujawniać od razu.
Może potem znajdą się inne pasje czy też przemyślenia, o których będę chciała wspomnieć.

Zaczynam od Fraszki, żeby była główniejszą bohaterką ode mnie. Jest to suczka - krzyżówka beagle'a z "czarnym kundelkiem". Taka wersja jest oficjalna. Kilka osób nazwało ją jamnikiem, posokowcem i gończym... Cóż... myślę, że nieoficjalnie jej rasa nie ma znaczenia. Na pewno dla mnie. :)
Najważniejsze, że jest, je, gryzie i... biega... No właśnie, biega!
Mam ją dokładnie od dwóch tygodni. I pierwszego dnia była tak bardzo zestresowana, że nawet chodzić nie chciała. Na smyczy przede wszystkim. Bała się strasznie samochodów, rowerzystów... nawet biegaczy się bała!
Teraz już jej trochę przeszło.
Ja z przyzwyczajenia biegam głównie sama. Ani z ludźmi ani z psami. Ostatnio z ludźmi trochę więcej.
A o Fraszce ktoś powiedział, że jeszcze za mała jest, żeby z nią biegać. Jednak okazuje się, że wcale nie.
Dziś miał być krótki spacer, a ona śmiga... spuściłam ją ze smyczy. Pierwszy raz na tak długo, bo prawie godzinę bez uwięzi. Biegła przede mną albo za mną. A ja dziś słabo, bo główny dzień biegowy był wczoraj.
No to pomyślałam sobie, że jutro z nią spróbuję poćwiczyć trochę "interwalenie".
Opiszę, jak poszło.






MOJE REKORDY

MOJE REKORDY

Turystyka parkrunowa

Turystyka parkrunowa